Zamiast wstępu
Fotografowie potrafią miesiącami szukać „tej jednej, idealnej miejscówki”. Ja pojechałem do Wrocławia poprowadzić seminarium warsztatowe na Festiwalu Fotospacery i dzień później stanąłem w podcieniach, między dwoma pawilonami handlowymi przy bulwarze Księcia Witolda. Chodnik, kostka brukowa, klub Pilates, sklep obuwniczy i dwie lustrzane ściany. Miejsce, jakich dziesiątki mija się codziennie w drodze po bułki.
Na miniaturce filmu napisałem krótko: miejsce nie ma znaczenia. Bo naprawdę nie ma – znaczenie ma to, co w nim zobaczysz i co z tym zrobisz. Dwa speedlighty, wiatrak, garść klipsów i kocyk termiczny za dwa złote. Reszta to już tylko odwaga, żeby spróbować.
Galeria
Pomysł i przygotowania do sesji
Ten epizod Flashtime powstał na wyjeździe. Zostałem zaproszony do poprowadzenia seminarium warsztatowego na Festiwalu Fotospacery we Wrocławiu. Główne wydarzenie odbyło się w sobotę, ale następnego dnia zaplanowany był prawdziwy FotoSpacer – impreza, na której kilkudziesięciu fotografów miało okazję fotografować co najmniej dziesięć świetnie przygotowanych do tej roli modelek.
Skoro i tak zostawałem we Wrocławiu jeszcze jeden dzień, pomyślałem, że umówię się z jedną z tych dziewczyn i nagramy dla Was specjalny epizod Flashtime. Wczesnym rankiem, zanim ruszy FotoSpacer. Takie wyjazdowe nagrania zawsze wiążą się z ryzykiem. Obce miasto, modelka, której jeszcze na oczy nie widziałem, ograniczona ilość sprzętu – tylko to, co zmieściło się w plecakach. Mnóstwo rzeczy może pójść nie po naszej myśli i dlatego w filmie tak często powtarzam, że plener rządzi się swoimi prawami.
Lokacja – bulwar Księcia Witolda i zwiad ze smartfona
Kilka dni wcześniej Marek, jeden z organizatorów Festiwalu FotoSpacery, zrobił dla mnie zwiad lokacji. Przeszedł się po bulwarach Księcia Witolda ze smartfonem, nagrał mi cały ten spacer i przysłał. Spośród mnóstwa ujęć jedno zwróciło moją uwagę szczególnie: podcienie, które po obu stronach miały lustrzane ściany. Stwierdziłem od razu – to jest to miejsce, tutaj zrobimy film.
Popatrzcie na zdjęcia zza kulis. Zwykły, nowy budynek, kostka brukowa, drzewa, murek z czerwonej cegły i szklana elewacja. Nic, co zatrzymałoby przeciętnego przechodnia. Ale fotograf patrzy inaczej i gdy dostrzeże potencjał, po prostu musi go wykorzystać 🙂
Zwiad zwiadem, a niedzielny poranek i tak przygotował dla nas niespodziankę. Byliśmy na miejscu koło dziewiątej i liczyłem na to, że w niedzielę wrocławianie odpoczywają. Tymczasem dziewczyny ćwiczące w klubie Pilates okazały się na tyle zdyscyplinowane i zmotywowane, że przyszły na trening, jak gdyby nigdy nic. Klub był czynny, więc mała zmiana planów: przenieśliśmy się z prawej strony podcieni na lewą, bo tam był dokładnie taki sam zestaw luster – z nadzieją, że sklep obuwniczy w niedzielę pozostanie zamknięty 😉
Przeszkody są po to, żeby je omijać. Fotograf to ten, co gasi pożary.
Stylizacja, czyli sukienka za dwa złote
Główną atrakcją tego poranka był kocyk termiczny. Zwykła folia NRC, taka, jaką każdy z Was ma pewnie w apteczce w samochodzie. Swego czasu kupiliśmy na Allegro pakiet dwudziestu sztuk – wyszło bodaj po dwa złote za sztukę i była to jedna z lepszych inwestycji w moim życiu.
Robiliśmy już sesje z kocykiem, ale zawsze złotą stroną na wierzchu. Raz i drugi wyszło pysznie (lubię to określenie). Tym razem, skoro mieliśmy dookoła srebrne, mylarowe lustra, postanowiłem udrapować sukienkę srebrną stroną. Tego jeszcze nie robiliśmy, więc Flashtime jak zwykle eksperymentalny.
Uprzedzam uczciwie: praca z kocykiem nie jest łatwa. To nie był mój pierwszy raz i za każdym razem jest tak samo trudno. Folia nie chce współpracować, kołnierz trzeba podwijać do środka, żeby usztywnić materiał i schować złoto, a całość spina się klipsami – a-clampami. Braliśmy srebrne żabki tam, gdzie będą widoczne (łatwiej je potem wyretuszować) i zielone tam, gdzie nikt ich nie zobaczy. Do tego srebrne okularki, pasek z cyrkoniami i stylizacja rodem z FotoSpacerowego pokazu haute couture zaczęła się bronić sama.
W normalnych sukniach – dziewczyny fotografuje każdy.
Dzień wcześniej na festiwalu był świetny pokaz mody haute couture. Mogłem pożyczyć suknię… Ale w normalnych sukniach dziewczyny fotografuje każdy, a my chcieliśmy zrobić coś bardziej interesującego.
Flashtime
Flashtime S6E5 – Nie znalazłem idealnej miejscówki. Sam ją stworzyłem! Zakładam, że trafiliście tu prosto z wyszukiwarki i filmu jeszcze nie widzieliście. Nadróbcie koniecznie – w filmie pokazuję rzeczy, o których tutaj nie piszę (ale na blogu opisuję rzeczy, których nie pokazałem w filmie). Zobaczycie tam całe drapowanie kocyka na żywo, moment, w którym wiatrak wchodzi do gry, i reakcję ekipy na pierwsze kadry z tyłu aparatu.
Setup oświetleniowy
Dla fotografa sprzęt jest ważny, tym się zwykle ekscytujemy. Czasem jednak okazuje się, że rzecz, na którą tak bardzo się nastawialiśmy, wcale nie otwiera drogi do lepszych zdjęć. Dlatego na wyjazd zabrałem niewiele – ale tylko te rzeczy, o których wiem, że w takich sesjach się sprawdzają.
Światło główne: Profoto A2, czyli 100 Ws w obudowie wielkości puszki z Colą. Nazywam tę lampę speedlightem na sterydach, choć w tej chwili na rynku są co najmniej trzy speedlighty z identyczną mocą… Jako modyfikatora użyłem składanej na płasko okty ProStuff QuickFold 65 cm, na którą założyłem grid. Posiadam taki modyfikator we wszystkich trzech rozmiarach (czyli również 90 i 120 cm), ale tutaj świadomie wybrałem najmniejszy: błyskiem chciałem tylko dopalić, rozjaśnić twarz modelki. Całą resztę roboty odwalało światło zastane, którego w podcieniach było mnóstwo, no i srebrny „kostium”, który łapał każdy foton z otoczenia.
Mała okta z gridem to nie jest światło do fotografowania każdego.
Gdyby przyszło Wam do głowy robić tak sesję biznesową, wymagałoby to sporo odwagi – chyba, że byłaby to sesja biznesowa dla agencji modelek. Wiecie, co mam na myśli 😉 Światło i modyfikatory dobiera się do sesji i do urody osoby przed obiektywem, a nie do tego, który sprzęt lubimy bardziej. Nie ma jednego modyfikatora „najlepszego”, „do wszystkiego”.
Kontra. Druga lampa to Profoto A10, czyli już całkiem uczciwy speedlight. Celowo robiłem tę sesję speedlightami, żeby nikt nie miał wątpliwości:
Małymi lampami również da się zrobić fajne rzeczy!
Na Profoto A10 założyłem filtr Profoto Clic Gel Peacock Blue – zielononiebieski, dokładnie w tonacji, którą łapały lustra. Filtrów Profoto Clic Gel mam cały komplet, a ich zmiana to dosłownie jedno kliknięcie.

Po serii kadrów z czystym, białym światłem głównym zacząłem się zastanawiać, czy ono też nie powinno dostać koloru? Uwielbiam świecić modelkom w twarz tak, żeby wyglądały jak z kosmosu👽 Na Profoto A2 założyłem więc Profoto Clic Gel Holder – to akcesorium z systemu Clic, uchwyt, w który można włożyć dowolną, samodzielnie wyciętą folię. A do środka trafił Lee Filters 115, który nazywa się dokładnie tak samo jak filtr Profoto, który wcześniej błyskał w kontrze. Tym razem Peacock Blue był światłem głównym i oświetlał twarz modelki, a na Profoto A10 założyłem Profoto Clic Gel Blue.
Tej informacji nie znajdziesz w innym miejscu:
Profoto Clic Gel Blue to taki sam filtr jak Lee 119 Deep Blue.
Na koniec doszedł jeszcze jeden pomysł zespołu: drugi kocyk. Mieliśmy ich trzy, więc jeden trafił w dłonie modelki jako skrzydło, płaszcz i jednocześnie podwiewane wiatrakiem od przodu tło. Sami oceńcie, które kadry są lepsze: te z jednym kocykiem czy te z dwoma. Naprawdę jestem ciekaw Waszego zdania.
Statywy
Trzy sztuki Manfrotto 1052 BAC Compact. Składają się na płasko i łączą jeden z drugim, dzięki czemu w kilkuosobowej ekipie przenieśliśmy cały zestaw w jednym rzucie, bez wózka i bez heroizmu. Jeden waży 1,2 kg, a stoją stabilnie – co przy lampach wiszących na wysokości głowy modelki ma niebagatelne znaczenie.
Wiatrak
Dzień był ciepły i w zasadzie bezwietrzny, a ja chciałem, żeby włos modelki rozwiał się w takim kinematycznym ujęciu. Do tego kocyk, który miał falować w tle. Wiatrak Nitecore Cinewind CW30 postawiłem na jednym ze statywów Manfrotto; ta wersja ma pilota, więc mogę płynnie regulować strumień, a w razie potrzeby wcisnąć turbo. W upalny poranek ma to jeszcze jedną, bardzo praktyczną zaletę – dla modelki owiniętej w folię termiczną.
Zdjęcia pochodzą ze strony producenta.
Ekspozycję dla światła zastanego obniżyłem tak mocno, że z niedzielnego poranka zrobił się wieczór. Kolorowe światło na modelce dorzuciło resztę. Właśnie to jest najfajniejsze w błyskaniu w plenerze: możesz zmienić porę dnia, a przy odrobinie bezczelności także planetę, z której pochodzi Twoja bohaterka.
Aparat i obiektyw

Fotografowałem aparatem Sony A7 V. Na korpusie przez cały czas siedział obiektyw Sigma Art 28-105 mm F2.8 DG DN – zoom ze stałym światłem f/2.8, który w ciasnych podcieniach, gdzie o krok w tył trzeba prosić lustra o pozwolenie, jest po prostu nie do zastąpienia. Jedno przekręcenie pierścienia na obudowie i mam plan amerykański albo ciasny portret, bez zmiany pozycji i bez wypadania z kadru lustrzanych ścian.
W plecaku czekała jeszcze Sigma Art 50/1.2 DG DN. Kusiła, bo mamy w lampach HSS i przy f/1.2 dałoby się pracować nawet w takim świetle. Ostatecznie postawiłem na zoom – przy tej lokacji elastyczność kadrowania okazała się ważniejsza niż najjaśniejsza przesłona. Głębię ostrości i tak dołożyłem później, o czym za chwilę.
Retusz portretu w Evoto AI
Wszystkie zdjęcia, które widzicie w galerii, powstały w Evoto AI. Tam wywołałem pliki RAW, tam robiłem korekty, color grading i finalny retusz portretu.
Tym razem retusz był dużo bardziej wymagający niż zwykle. Warunki na miejscu – a przede wszystkim to wszystko, co objawiało się w lustrach – nie były fajne. Cokolwiek bym nie zrobił, w odbiciach zawsze widziałem całą okolicę: zieleń, murki, elewacje, przypadkowych ludzi. Dlatego musiałem poświęcić na obróbkę więcej czasu i podzieliłem ją sobie na sześć etapów:
- Surowy RAW – dokładnie taki, jaki wyszedł z aparatu.
- Tło – przede wszystkim korekta ekspozycji, żeby z poranka zrobić noc.
- Modelka – znowu ekspozycja, ale tutaj zaczynam już delikatny color grading, który buduje klimat finalnych zdjęć.
- Cały kadr – teoretycznie praca globalna, w praktyce dorzucam lokalne korekty: gdzieś troszkę światła, gdzieś troszkę cienia. Zależnie od tego, czego dane zdjęcie potrzebuje.
- Retusz skóry – przy pracy z modelką to absolutna podstawa.
- Głębia ostrości – symulacja tego, jak zachowałby się dużo jaśniejszy obiektyw niż ten, którym się posługiwałem.
Dzięki tym zabiegom zdjęcie krok po kroku zaczyna wyglądać tak, jak sobie je wcześniej wymyśliłem. I prawdę mówiąc, jestem zadowolony z efektu.
Before / After


(po lewej surowy plik RAW – po prawej zdjęcie po retuszu w Evoto AI)
Zwróćcie uwagę, ile pracy siedzi w samym tle. Na surowym pliku widać jasny, letni poranek, zieleń w odbiciach i całą przypadkową scenografię wrocławskiego bulwaru. Na finalnym kadrze została noc, kolor i modelka z innej planety.
Nie mam zamiaru zachwalać Evoto AI – mam coś lepszego. Skorzystajcie z okazji: wejdźcie na stronę Evoto AI, załóżcie konto, pobierzcie program i w panelu kliknijcie ikonę koperty z czerwoną wstążeczką. Wypełnijcie formularz, a dostaniecie pakiet gratisowych kredytów na retusz swoich zdjęć!
Dorzucam jeszcze jedno, z kodem:
PBevoto
otrzymacie do 20% rabatu na zakup kredytów na stronie Evoto AI.
A jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda mój kompletny workflow retuszerski – od wywołania pliku RAW, przez color grading i retusz skóry, po finalne poprawki – wszystkie odpowiedzi znajdziecie w moim kursie wideo „Evoto AI – Retusz bez wysiłku”
Podsumowanie
Wyszliśmy z tych podcieni z materiałem, którego nikt by się nie spodziewał po miejscu, obok którego wrocławianki przechodzą codziennie w drodze na pilates. Nie potrzebowaliśmy studia, generatorów ani wypożyczonej sukni z pokazu – wystarczyły dwa speedlighty, kilka klipsów i folia NRC za dwa złote.
Jeśli miałbym z tego epizodu wyciągnąć jeden wniosek, to ten: nie czekajcie na idealną miejscówkę, bo ona nie istnieje. Weźcie zwykłe miejsce i fotograficzną lokację stwórzcie sobie sami! – zobaczcie w nim coś swojego i zróbcie to po swojemu. Miejsce naprawdę nie ma znaczenia.
Podziękowania
Ten Flashtime powstał dzięki zaproszeniu Fundacji FotoSpacery Wrocław – dziękuję za seminarium warsztatowe i za wszystko, co działo się wokół. Osobne podziękowania dla Marka, który zrobił dla mnie zwiad lokacji i bez którego nie znalazłbym tych luster.
Małgoneta, która była pomysłodawcą naszej stylizacji. Modelką była Kasia – dziewczyna, którą poznałem dosłownie chwilę przed sesją, a która owinięta w folię termiczną, w upale i na wietrze z wiatraka pracowała jak zawodowiec. Honorata asystowała mi przy drapowaniu kocyka i to jej kobiecemu dotknięciu ta sukienka zawdzięcza swój kształt. Materiał wideo nagrał dla Was jak zwykle Mateusz, wspierał nas też Dawid (uczestnik moich warsztatów, który nie przepada za social mediami – chwała mu za to!).
Ekipa, spisaliście się na medal. Dziękuję!
Lista sprzętu użytego na sesji
Aparat: Sony A7 V
Obiektyw: Sigma Art 28-105 mm F2.8 DG DN
Lampy błyskowe:
Profoto A2
Profoto A10
Modyfikator i kolorowe Filtry:
ProStuff Quick Fold Octa 65 – z kodem „bielack-17-1” 10% rabatu!
Profoto Clic Gel
Profoto Clic Gel Holder
Lee Filters
Statywy: Manfrotto 1052 BAC Compact
Wiatrak: Nitecore CW 30




























