logo

Jak budujecie swoje światło?

MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch

Wiecie, co to jest "klątwa wiedzy", prawda? Zjawisko polega na tym, że jestem święcie przekonany, że skoro ja coś wiem, to wiedzą to również wszyscy inni. Przecież nie pozjadałem wszystkich rozumów, sięgam po wiedzę do tych samych, ogólnie dostępnych źródeł - niemożliwe, by inni ludzie nie wiedzieli tego, co dla mnie jest oczywiste. Wiecie to, prawda? Bo skoro ja to wiem... ;)

Rozmawiając dzisiaj z koleżanką, zawodową fotograf, pokazywałem jej foty, jakie planowałem do wtorkowej publikacji. I tak przeglądając, mignęło nam kilka dziwnych kadrów. Na pytanie - Co to? - odpowiadam, że światło sobie na planie budowałem. - Pokaż!

Pokazałem, opowiadam, takie tam, proste przecież rzeczy - skoro używam trzech lamp, nie ustawiam ich przypadkowo ani według żadnej magicznej formuły. Za każdym razem procedura jest taka sama, prawie jak akcja w Photoshopie - coś, co wydawało się ekscytujące jakiś czas temu, spowszedniało. Rutyna.

Interesujące, że moja rutyna dla innego zawodowca jest ...interesująca.

To samo działa w drugą stronę - widzę świetny efekt z "ciężkiego" materiału i pytam - Ej, jak to zrobiłaś?! - I tutaj, najpierw wzruszenie ramionami, że to przecież oczywiste, a potem dopiero tłumaczenie. Też tak macie, czy wszystko wiecie i o nic nie pytacie?

A skoro już tyle dzisiaj opowiadałem o budowaniu mojego światła, uznałem to za doskonały temat na wpis. Zatem - po tym nieco przydługim wstępie - zapraszam.

Sesja portretowa dla sportowców

Chwilę temu miałem okazję fotografować kolegów z klubu K1 Fighting Center; chłopaki ciężko trenują przygotowując się do kolejnych walk. Miałem troszkę szalony pomysł na sesję z nimi, niestety pogoda nie pozwoliła nam na jego realizację - musieliśmy się schronić przed ulewnym deszczem. A skoro już jesteśmy pod dachem, mamy zwieziony cały komplet sprzętu, zróbmy coś pod dachem. Duża sala z ringiem była zajęta, żółto czerwona mata, doskonała do treningów MMA niestety, nie fotografuje się dobrze. Znaleźliśmy jednak trochę miejsca, dosłownie 2 x 3 metry na budowę planu i dodatkową kanapę na złożenie pokrowców, futerałów i całej reszty akcesoriów.

Pomysł na sesję

Plan, który miałem w głowie, wyglądał tak: stawiam po jednym wojowniku na czarnym tle, i błyskam mu w twarz srebrnym beautydishem z gridem. Z tyłu, po lewej, ustawię w kontrze drugą lampę z założonymi wrotami, a dokładnie za modelem postawię trzecią lampę, z założoną niebieską folią i tak błysnę w tło. W sumie prosty i wiele razy przetestowany przeze mnie setup.

Zatem rozstawiłem moje małe tło - do portretów sprawdza się doskonale. Przynajmniej tak było do tej pory, gdy modelka siedziała, a ja nie planowałem dodatkowo oświetlać tła. Problem bowiem polega na tym, że choć tło można podnieść na 220 cm, to model o wzroście 180 cm a odsunięty od tła nawet na ten 1 metr, zaczyna w obiektywie wychodzić poza górną poprzeczkę. A musiałem chłopaków odsunąć od tła, bo chciałem błysnąć na niebiesko w czarne tło. Ale Polak potrafi, więc po kilkunastu minutach mieliśmy statywy ustawione na krzesełkach a tło na wysokości 250 cm. Wyglądało to tak sobie, ale łatwiej w postprodukcji usunąć kawałeczek krzesełka z dolnego rogu kadru, niż dorabiać kolorowe tło za głową modela. Na statywie typu boom zawiesiłem mojego beautydisha, na drugim statywie ustawiłem drugą lampę - wszystko wg planu, czyli po lewej, trochę za modelem i na końcu, na maleńkim statywie, trzecia lampa błyskała od dołu w czarne tło. Lampa była bardzo nisko, skierowana ostro do góry, wiedziałem, że dostanę długi i wąski snop niebieskiego światła.

Ustawienie światła błyskowego

Jak zabrać się za ustawienie zestawu światła błyskowego tak, by kolejne lampy sobie wzajemnie nie wchodziły w drogę, i sumarycznie tworzyły interesujący obrazek?

To łatwiejsze, niż się może wydawać, choć zajmuje chwilę. Cała tajemnica polega na tym (uwaga!), że ustawia się każdą lampę oddzielnie. Tyle i aż tyle ;)

Zaczynam od ustawienia aparatu: ISO 100, F/5,6 i czas synchronizacji 1/250 s. Takie ustawienie praktycznie wyklucza całe światło zastane i mogę swobodnie budować oświetlenie według własnych pomysłów. Teraz pora na modyfikatory. Najpierw ustaliłem kąt padania i moc światła głównego, czyli lampy w beautydishu. Tą lampą był jeden Quadralite Reporter 200 TTL, zamocowany w głowicy Twin Head S-holder. Ta głowica posiada stosunkowo mocne światło pilotujące, dlatego ustawienie kąta z jakiego świecił beautydish było proste; ustawiłem modela i kazałem stać spokojnie. Zgasiliśmy światło, kilka ruchów w lewo, prawo, góra, dół i po chwili wiedziałem, w którym miejscu będzie wisiał mój modyfikator. Zaświeciliśmy światło, wykonałem kilka strzałów, by ustalić moc lampy - patrząc na histogram na pleckach aparatu pilnowałem, by nie było żadnych przepaleń w światłach.

Drobiazg, ale bardzo istotny przy pracy w pomieszczeniach ze słabym światłem - ja zawsze zmniejszam jasność ekranu w aparacie na -2. Ocena zdjęcia na jasnym ekranie w ciemnym pomieszczeniu to proszenie się o kłopoty.

Drugim światłem, jakie zwykle ustawiam jest kontra, czyli światło padające z przeciwnej strony, niż światło główne. Postawiłem drugiego Quadralite Reporter 200 TTL na statywie, założyłem na niego standardowy reflektor a na niego wrota. Przymknąłem skrzydełka kierując światło na boczny akton naramiennego.
Z wyłączonym światłem głównym wykonałem kilka strzałów i na podstawie tego, co widziałem na ekranie, ustaliłem moc błysku; gdybym miał światłomierz, kontrę ustawiłbym na -2EV w stosunku do światła głównego. Nie mam światłomierza, więc robię to na czuja. I na oko. (Czyli na ekranik aparatu, dlatego tak ważne jest wcześniejsze zmniejszenie jego jasności!)

Trzecią lampę, również Quadralite Reporter 200 TTL, ustawiłem na niziutkim statywie, podniosłem ją bardzo mocno do góry i założyłem na nią niebieski żel. Wiedziałem, w co będą ubrani moi modele, więc intensywny błękit był naturalnym wyborem. Światło, które ma być „żelowane” i mocno kolorowe, nie może być za mocne - im mocniej błyśnie lampa, tym więcej koloru się traci, trzeba to mieć na uwadze ustawiając wcześniejsze lampy. Mój trzeci Reporter 200 błyskał na tło z minimalną dla niego mocą: 1/128.

MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch

Światło główne zawsze ustawiam jako grupę A, kontrę zawsze jako grupę B a światło tła zawsze ustawiam jako grupę C. Dzięki temu, nie muszę się zastanawiać z jaką mocą świecą poszczególne lampy - patrzę na ekran (podświetlany!) Navigatora X2 i widzę wszystko. Światło było ustawione, zaczynamy sesję!

Sesja

Miałem czterech modeli, więc fotografowałem seriami: każdy zawodnik w sportowej koszulce, potem każdy bez koszulki. Robiłem klasyczne, sportowe portrety: ujęcia frontalne, założone ręce, ręce uniesione w pozycji walki, etc. Wiecie, prawda? Jest jeden aspekt takiej fotografii, który jest mi najtrudniej uzyskać: Otóż spokojne, poważne spojrzenie. Kilku nabuzowanych życiem i perspektywą walki chłopaków, zamkniętych w ciasnej klitce. I ktoś każe im stać spokojnie z poważną miną. Każdy jeden to potrafił, to w sumie łatwie. Ale nie wtedy, gdy za moimi plecami stoi trzech pozostałych, patrzą na tego jednego i heheszkują ;)

Fotografowanie prawdziwych zawodników jest przyjemną robotą: są zmobilizowani i karni. Nikt nie bryka po planie, nie ma fochów, nie trzeba się zastanawiać, co powiedzieć i jakiego języka użyć. Lubię, to była szybka, ale owocna sesja.

Retusz

Retusz tego rodzaju fotografii, choć nie jest jakimś specjalnym wyzwaniem, zajmuje trochę czasu. Gdyby to była sesja z profesjonalnymi modelami, na sesji musiałaby być wizażystka, która przygotowałaby modeli do zdjęć odpowiednio nałożonym makeupem. Tak, facetów też się przygotowuje do zdjeć - każdy chce mieć dobre foty, zwłaszcza ktoś, kto wykłada na to pieniądz. Ale spróbujcie zaproponować makijaż chłopakom walczącym w oktagonie - ja się nie odważyłem ;)

Dlatego, choć moi fighterzy mieli dobre, zdrowe cery, pewne nierówności zawsze się pojawiają i trzeba je potem wyrównać, zmniejszyć. Wiecie, standardowy retusz skóry. Znacznie, znacznie mniej, niż w przypadku kobiet, ale jednak. Każde zdjęcie wymaga starannego wołania RAW (co robię ostatnio tylko w Capture One Pro), potem szybko niedoskonałości skóry w Adobe Photoshop, chwilę na wymyślne Dodge And Burn na warstwach korekcyjnych i wracamy do Capture One Pro na ostateczny Color Grading. No i filmowy szum.

W Capture One Pro w wersji 11 pojawiły się warstwy, które działają podobnie do tych znanych z Photoshopa. Lubię z nich korzystać, zwłaszcza, że ogólna toporność interfejsu Capture One zniechęciła mnie do tworzenia ich bardzo wielu; w takim Lightroom Classic tworzyłem conajmniej kilkanaście, często kilkadziesiąt warstw - czy to z pociągnięciami pędzla, kolorem czy gradientami. W Capture One robię naprawdę tylko to, co muszę i, o ironio, mam wrażenie, że wychodzi to moim zdjęciom na lepsze. W tej galerii możecie zobaczyć zrzuty ekranu a na nich moje warstwy z kolejnych etapów retuszu:

5. Pupils
4. Eyes
3. Skintone
2. Face
1. Gradient from below

MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch

Kolejność może wydać się dziwna, ale w takiej właśnie kolejności tworzę i wołam pliki RAW. Pozwólcie, że opiszę proces od początku:

  1. Błyskałem beautydishem, więc oczywiste, że twarz i górna cześć tułowia będzie lepiej doświetlona niż pas i nogi, wyrównuję to na samym początku.
  2. Twarz, zawsze powinna być jaśniejsza, by zwrócić uwagę widza - w końcu robimy portrety, prawda?
  3. Karnacja. Color Editor/Skin Tone. Fantastyczne narzędzie, jakiem dysponuje Capture One Pro; pozwala określić ton wyjściowy skóry i dopasować, jakby „dociągnąć” do niego resztę kolorów skóry. Uwielbiam, choć narzędzie działa bardzo subtelnie i po przejściu z Adobe Lightroom byłem pewien, że to ściema. Serio.
  4. Oczy, a w zasadzie niewielki obszar dookoła oczu; zwykle troszkę rozjaśniam, ale naprawdę tylko troszeczkę.
  5. Źrenice - popatrzcie na suwaki, widać, co z nimi zrobiłem. Podpowiem, że w Capture One mamy nie tylko odpowiednik Clarity z Lightrooma, ale mamy do wyboru cztery różne rodzaje Clarity i dodatkowe, kolejne unikalne narzędzie, Structure. Structure podkreśla drobną fakturę - ścieg materiału, fakturę ściany czy te drobne tekstury w naszych źrenicach.

Tak wywołanego RAWa otwieram prosto z Capture One w Photoshopie jako 16 bitowego tif’a. Uruchamiam swoją akcję, która tworzy zestaw warstw korekcyjnych - co widać na obrazeczku i zaczynam retusz. Prawdę mówiąc, jeśli nie ma potrzeby usuwać pojedynczych włosów z twarzy, praca w Photoshopie zajmuje mi połowę czasu poświęconego na wołanie RAWa w Capture One.

W końcu, *.tif wyretuszowany w Photoshopie wraca do Capture One, z zielonej (RAW po wywołaniu) zmieniam mu flagę na niebieską (finalny *.tif) i narzędziami Color Balance oraz Curve ostatecznie na swoich obrazkach buduję klimat, światłem i kolorem. To są drobne korekty, bardzo małe ruchy, zwłaszcza, że przesunięcie w Capture One przeciętnego suwaczka o 1 czy 2 punkty odpowiada 10 czy 20 punktom w Lightroom’ie.

Portrety sportowców

Jak wyglądają sportowe portrety mogliście się już domyśleć, ale przecież nie byłbym sobą, gdybym na sesji nie próbował czegoś wycudować. Eksperymentujecie, podczas wcześniej zaplanowanych sesji, czy już odpuszczacie? W drodze do naszego improwizowanego studia minąłem kawał dekoracyjnej blachy, którego już kiedyś użyłem jako tła do portretu, ale nie miałem okazji w nią błysnąć. Nie mogłem przepuścić okazji, choć nie wiedziałem, jak to będzie wyglądać i czy w ogóle warto. Ale, dopóki człowiek nie spróbuje, to nie będzie wiedział, prawda? W moim przypadku, eksperymenty na planie zawsze przynoszą ciekawe, czasami zaskakujące efekty. Gorąco polecam tą metodę! Przecież niczym się nie ryzykuje: Nie wyszło nic fajnego? Spokojnie, to było tylko doświadczenie, nie każde musi się udać.

MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch
MMA Fighters, Giorgi Esiava, Artur Berezowskyi, Piotr Szczęch

X-Rite Color Checker Passport

Na sam koniec wspomnę o czymś, co fotografuję zawsze jako pierwsze (gdy już ustawię właściwe światło): X-Rite Color Checker Passport, ten drobiazg z kolorową szachownicą, który trzyma na głównym zdjęciu Artur. Ten gadżet w połączeniu z dołączonym do niego oprogramowaniem, powala stworzyć profil zestawu: aparat, obiektyw i światło planu zdjęciowego. Taki profil, zastosowany w Adobe ACR lub Lightroom Classic, teoretycznie, gwarantuje uzyskanie wiernie oddanych kolorów. Teoretycznie. Przyznam, że choć zawsze z Color Checkera korzystam, nie tworzę już kolejnych profili - zwłaszcza, że Capture One Pro nie potrafi z nich korzystać tak, jak Adobe Lightroom Classic. Jednak, na podstawie zdjęcia z tą niepozorną kolorową krateczką ustalam odpowiedni balans bieli i tony karnacji, jakiej chcę użyć w swojej fotografii.

Moi modele:

i linki, które uznałem za ważne:

Dodaj swój komentarz