Zamiast wstępu
Filmy science fiction fascynują mnie odkąd pamiętam. Star Trek, Blade Runner czy Obcy: Decydujące Starcie – te obrazy zostały mi w głowie na zawsze. Nie chodzi jednak o same kostiumy czy futurystyczne dekoracje. Bardziej o emocje, poczucie obcości, chłodu technologii i światła, które buduje cały świat przedstawiony. I właśnie takie emocje chcieliśmy przenieść do trzeciego epizodu w szóstym sezonie Flashtime.
Pomysł i przygotowania do sesji
Ta sesja była jednym z bardziej złożonych technicznie odcinków Flashtime, jakie do tej pory przygotowaliśmy. Nie dlatego, że użyliśmy ogromnej ilości sprzętu – wręcz przeciwnie, setup był dosyć prosty. Największym wyzwaniem było sprawienie, by wszystko wyglądało wiarygodnie.
Nie interesował mnie cosplay ani odtwarzanie konkretnego uniwersum. Nie chcieliśmy robić „żołnierzy kosmosu”, choć takie określenie padło podczas sesji więcej niż raz 😉 Zależało nam raczej na stworzeniu czegoś, co będzie ukłonem w stronę kina science fiction lat ’90 – ale przefiltrowanym przez fotografię beauty i moje własne estetyczne wybory.
Modelka stała na zwykłym szarym kartonie (Colorama Quartz). Wokół niej ustawiłem cztery miecze świetlne PRO STUFF LT42: dwa świecące w kolorze cyan i dwa w kolorze magenta. Od przodu błyskała niewielka lampa błyskowa zamknięta w modyfikatorze PRO STUFF QuickFold Octa 65 cm.
Cała sztuka polegała na tym, by światło ustawione na planie sprawiało wrażenie, że pochodzi z futurystycznego wnętrza statku kosmicznego wygenerowanego przez AI.
I tutaj zaczyna się najciekawsza część. Zdjęcia robiliśmy w tetheringu do Evoto AI. Fotografia wykonywana aparatem niemal natychmiast pojawiała się na monitorze już po retuszu i z podmienionym tłem. Dosłownie dwie sekundy wcześniej modelka stała na szarym kartonie, a chwilę później oglądaliśmy gotowy kadr wyglądający jak scena z filmu science fiction.
W półmroku studia robiło to naprawdę surrealistyczne wrażenie.
Muszę jednak zaznaczyć bardzo ważną rzecz: choć korzystaliśmy intensywnie z AI, nie chciałem generować całych obrazów od początku do końca. Dla mnie fotografia nadal jest spotkaniem z ludźmi, wspólnym budowaniem czegoś za pomocą światła, emocji i atmosfery na planie. AI ma wspierać ten proces, a nie go zastępować.
Na sesję przygotowałem wiele różnych teł, ale finalnie i tak część z nich generowałem od nowa w post processie; okazało się, że żeby kompozyt wyglądał wiarygodnie, układ świateł na tle musi bardzo precyzyjnie zgadzać się z odblaskami na modelce.
I właśnie dlatego podczas sesji ciągle zmienialiśmy ustawienie mieczy świetlnych. Raz magenta była z lewej, cyan z prawej. Potem odwrotnie. Potem światło szło z góry i z dołu. Do tego różne okulary, kostiumy i futurystyczne rekwizyty. Brzmi prosto, ale w praktyce wymagało ogromnej koncentracji całego zespołu.
Flashtime
Jak zwykle – w filmie pokazuję rzeczy, których nie opisałem tutaj, a na blogu znajdziecie sporo informacji, które nie pojawiły się w materiale wideo. Ten odcinek zdecydowanie warto obejrzeć do samego końca, bo po napisach końcowych zostawiliśmy dodatkowe sceny zza kulis.
Setup oświetleniowy
Założenie było bardzo konkretne: światło miało symulować wnętrze futurystycznego hangaru lub korytarza statku kosmicznego. Nie mogło być przypadkowe. Każdy refleks światła na twarzy modelki musiał pojawić się dokładnie tam, gdzie później znajdowało się źródło światła na wygenerowanym tle. W przeciwnym razie cały efekt przestałby być wiarygodny.
Setup wyglądał następująco:
- Światło główne:
Profoto A2 zamknięta w modyfikatorze PRO STUFF QuickFold Octa 65 cm z podwójną warstwą dyfuzorów.
Na sesji mieliśmy również większą wersję tego modyfikatora – 120 cm – ale świadomie wybraliśmy mniejszy model. Chodziło o ograniczenie rozlewu światła po planie i zachowanie mocnych kolorowych kontr od mieczy LED.
- Światła kolorowe:
Cztery miecze świetlne PRO STUFF LT42.
– dwa świecące w kolorze cyan (grupa A)
– dwa świecące w kolorze magenta / pink (grupa B)
Miecze zostały podzielone na dwie grupy w aplikacji LEDLYD, dzięki temu mogłem jednocześnie sterować parami świateł i bardzo szybko zmieniać układ kolorów na scenie. To była gigantyczna oszczędność czasu.

Tutaj praktyczna uwaga:
praca ze światłem LED wymusza fotografowanie w wyciemnionym studio.
Światło zastane bardzo łatwo miesza się z LED-ami i odbiera im charakter. Dlatego dobra aplikacja do sterowania lampami nie jest dodatkiem ani gadżetem. To absolutna podstawa wygodnej pracy.
Warto też wspomnieć o samych mieczach LT42. Każdy z nich ma magnetyczne końcówki, dzięki którym można błyskawicznie mocować je do stalowych rur c-standów Avenger. To drobiazg, ale podczas dynamicznej sesji robi ogromną różnicę.

Światło błyskowe ustawiłem tylko raz i później praktycznie go nie zmieniałem. Profoto A2 ustawiona na moc 5 dawała mniej więcej odpowiednik około 3 Ws, więc spokojnie można taki setup odtworzyć nawet na najmniejszych lampach błyskowych.
Jeśli chcecie dostać moją kartę f/stops, Illumination Ratio oraz przelicznik mocy lamp błyskowych – zapiszcie się na newsletter. Formularz znajdziecie w bocznym menu bloga.
Aparat i obiektywy

Zdjęcia robiłem aparatem Leica SL3 z obiektywami:
– Sigma Art 85/1.4 DG DN
– Sigma Art 135/1.8 DG
Fotografowałem przy ustawieniach:
ISO 100
f/1.4
1/80 sekundy
Świadomie pracowałem na bardzo małej głębi ostrości; po pierwsze dlatego, że większość wygenerowanych teł miała właśnie taki charakter obrazu. Po drugie – chciałem maksymalnie wykorzystać światło LED obecne na planie.
Długi czas migawki może wydawać się ryzykowny, ale twarz modelki pozostawała perfekcyjnie ostra dzięki błyskowi lampy Profoto A2, który skutecznie „zamrażał” ruch.
Nowoczesne obiektywy Sigma z serii Art są praktycznie rzecz biorąc perfekcyjne optycznie. Ostrość od krawędzi do krawędzi, brak zafarbów, brak przypadkowych deformacji czy problemów z kontrastem. Niektórzy powiedzą, że są „zbyt perfekcyjne” albo „pozbawione charakteru”. Dla mnie to ogromna zaleta.
Jeśli chcę dodać obrazowi charakter – mogę zrobić to świadomie:
– Black Mist.
– Black Satin.
– Filtry pryzmatyczne.
– Flary.
– Inne wynalazki.
Mam wtedy pełną kontrolę nad efektem, zamiast być skazanym na jeden konkretny charakter szkła.
Sigma Art 85/1.4 DG DN
Zdecydowaną większość zdjęć na tej sesji zrobiłem obiektywem Sigma Art 85/1.4 DG DN. To szkło, które znam już bardzo dobrze i któremu zwyczajnie ufam. Daje fantastyczną plastykę obrazu, świetnie oddziela modelkę od tła i jednocześnie pozostaje bardzo przewidywalne w pracy. A przewidywalność to cecha, którą naprawdę zaczyna się doceniać dopiero podczas bardziej złożonych sesji.
Do tej pory korzystałem z tego obiektywu w wersji z mocowaniem Sony E, a tym razem pracowałem nim na aparacie Leica SL3 z bagnetem L-Mount.
I muszę przyznać, że było to bardzo ciekawe doświadczenie. Fotografowie często przywiązują się do konkretnej marki aparatu tak mocno, jakby obiektyw był na zawsze „przypisany” do jednego systemu. Tymczasem możliwość korzystania z ulubionych narzędzi na różnych mocowaniach pokazuje, że dobre szkło pozostaje dobrym szkłem niezależnie od logotypu na korpusie aparatu.
Sigma Art 85/1.4 DG DN nadal pozostaje jednym z moich absolutnie ulubionych obiektywów portretowych.
Sigma Art 135/1.4 DG

Drugim obiektywem, którego używałem podczas tej sesji, była Sigma Art 135/1.4 DG. I tutaj muszę powiedzieć wprost: to jest absolutnie wyjątkowe narzędzie. W tej chwili na rynku nie ma drugiego obiektywu tej klasy!
Ten obiektyw tworzy obrazek wręcz absurdalnie dobry. Separacja planów, kompresja perspektywy, sposób rysowania nieostrości – wszystko wygląda spektakularnie. Zdjęcia robione tym szkłem mają w sobie pewien „kinowy” oddech, który bardzo trudno pomylić z czymkolwiek innym.
Ale jest też druga strona medalu.
135 mm wymaga naprawdę dużego odejścia od modelki. Nawet w TNStudio, gdzie miejsca do pracy jest naprawdę dużo, momentami brakowało mi przestrzeni. I właśnie dlatego większość zdjęć finalnie zrobiłem Sigmą Art 85/1.4 DG DN, która okazała się po prostu wygodniejsza podczas dynamicznej pracy na planie.
Nie zmienia to jednak faktu, że Sigma Art 135/1.4 DG jest jednym z najbardziej imponujących obiektywów, jakie miałem okazję używać.
Akcesoria Manfrotto
Na tej sesji po raz pierwszy pracowałem również z nową głowicą kulową Manfrotto MHXPRO-BHQ6 z mocowaniem płytki w standardzie Arca. I muszę przyznać, że to jedna z tych zmian sprzętowych, które z pozoru wydają się drobiazgiem, ale w praktyce bardzo szybko okazują się ogromnym ułatwieniem pracy.
Przez ostatnie lata korzystałem z głowicy Manfrotto MH496 z płytką 200PL-PRO. To naprawdę bardzo dobra głowica. Zachowując jakość wykonania typową dla Manfrotto, była rozsądnie wyceniona i bez najmniejszego problemu kontrolowała mój zestaw aparat plus obiektyw, ważący około trzech kilogramów. Nigdy nie miałem z nią żadnych problemów i szczerze mówiąc – nadal uważam ją za świetny wybór dla większości fotografów.
Była jednak jedna rzecz, której zaczęło mi brakować: standard Arca. A dokładniej, możliwości szybkiego i wygodnego zapinania akcesoriów w standardzie Arca bez kombinowania z dodatkowymi przejściówkami czy wymianą płytek.
I tutaj pojawia się nowa głowica, czyli magnezowa głowica kulowa Manfrotto MHXPRO-BHQ6 z górną płytką Q6 Arca.
Tak, kosztuje prawie dwa razy tyle, co moja poprzednia MH496. Ale jak to zwykle bywa – apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉 W pewnym momencie stwierdziłem, że skoro coraz częściej pracuję w tetheringu z płytką TetherTools TetherGuard Leverlock w standardzie Arca, to chcę w końcu móc szybko zapinać aparat na statyw bez żadnych kompromisów.
I dokładnie to dostałem.
Co bardzo ważne – wymiana głowicy była kompletnie bezproblemowa. Nadal korzystam z tych samych nóg statywu, czyli Manfrotto 290 Extra w wersji aluminiowej. Ten statyw towarzyszy mi już od około trzech lat i przez ten czas sprawdził się świetnie.
Oczywiście… zaczynam już zerkać w stronę wersji carbon 😉
Bo jeśli czegoś nauczyłem się przez lata fotografowania, to tego, że fotografowie naprawdę potrafią generować sobie nowe potrzeby sprzętowe. I chyba właśnie dlatego ten zawód jest tak niebezpieczny dla portfela 😅
Retusz portretu w Evoto AI
Evoto AI było sercem całego projektu. Dosłownie. Cała idea tej sesji opierała się na błyskawicznym przejściu od surowego zdjęcia do gotowego futurystycznego kompozytu:
- Fotografowaliśmy modelkę stojącą na szarym kartonie.
- Zdjęcie trafiało tetheringiem do komputera.
- Evoto AI automatycznie wycinało postać i umieszczało ją na wcześniej przygotowanym tle.
Cały proces trwał mniej niż dwie sekundy. I właśnie tutaj wyjątkowo dobrze pasuje Trzecie Prawo Clarke’a:
„Wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii.”
Bo dokładnie tak to wyglądało.


W połączeniu z półmrokiem studia, kolorowymi LED-ami i emocjami towarzyszącymi pracy – całość przypominała bardziej doświadczenie z planu filmowego niż klasyczną sesję fotograficzną. Wszystkie zdjęcia wywołałem i wyretuszowałem właśnie w Evoto AI.


Nie mam zamiaru zachwalać Evoto AI – mam coś lepszego: załóżcie konto wchodząc przez mój link, pobierzcie program i kliknijcie ikonę koperty z czerwoną wstążką w prawym, górnym rogu interfejsu programu. Dostaniecie gratisowe kredyty na retusz swoich zdjęć.
A z kodem: PBevoto otrzymacie dodatkowo 20% rabatu na zakup kredytów!
Jeśli chcecie nauczyć się pracy w Evoto AI dokładnie tak, jak ja to robię – przygotowałem pełnowymiarowy kurs: Evoto AI – Retusz bez wysiłku
Podsumowanie
To był jeden z tych odcinków Flashtime, po których człowiek wychodzi ze studia zmęczony, ale jednocześnie bardzo szczęśliwy. Uwielbiam momenty, w których technologia przestaje być tylko narzędziem i zaczyna współtworzyć doświadczenie całej sesji. Ale równie mocno wierzę, że fotografia nadal powinna zaczynać się od ludzi, emocji i wspólnego przeżywania procesu tworzenia.
AI może wygenerować tło – ale nie wygeneruje atmosfery na planie.
Podziękowania
Ogromne podziękowania dla całej ekipy Flashtime:
Fotografia: Peter Bielack 👉 @peter.bielack
Stylizacje i koordynacja planu: Małgoneta 👉 @malgoneta
Materiał wideo i asysta: Mateusz 👉 @iwannaflysohigh
Modelka: Olesia 👉 @olesia.gajewska
Ogromne brawa dla Olesi również za samodzielnie przygotowany makijaż i fryzurę – idealnie wpisały się w klimat retro science fiction, który chcieliśmy osiągnąć.
Dziękuję również Partnerom Flashtime:
Evoto AI, Manfrotto, Pro Stuff, Sigma i TNStudio
za miejsce, światło i narzędzia, dzięki którym mogę tworzyć kolejne odcinki Flashtime 📸
❤️
Lista sprzętu użytego na sesji
Aparat: Leica SL3
Obiektywy Sigma:
Sigma Art 85/1.4 DG DN – L-mount / Sony E
Sigma Art 135/1.4 DG – L-mount / Sony E
Sigma Art 28-105/2.8 DG DN – L-mount / Sony E
Karty pamięci:
ExAscend Catalyst SD UHS-II V60 – na takich nagrywamy materiał wideo
Exascend Essential CF Express B – takiej używam do fotografowania
Lampa błyskowa:
Profoto A2
Profoto Connect Pro – nadajnik kontrolujący lampy (są też wersje pod Canon oraz Nikon)
Lampy LED:
Pro Stuff miecz świetlny LS42
Pro Stuff Lampa LED VL-G330 RGB
Modyfikatory Pro Stuff:
Pro Stuff Softbox QuickFold 65 – octa 65 cm – idealna w plener!
Pro Stuff Softbox QuickFold 30×120 – wąski softboks typu Strip
Statywy i akcesoria Manfrotto:
Avenger A2030DKIT – C-stand (zestaw statyw + fajka)
Avenger A5017 Roller 17 – statyw na kółeczkach, idealny pod↓
Manfrotto TetherGear – stolik pod laptopa
Manfrotto MHXPRO-BHQ6 – głowica kulowa z mocowaniem Arca
Manfrotto 290 Extra – trójnóg fotograficzny
Oprogramowanie:
Retusz bez wysiłku – Evoto AI – z kodem PBevoto dostaniesz 20% rabatu na zakupy kredytów!
Set.A.Light 3D – doskonała symulacja oświetlenia studyjnego.
Tether Tools:
Kabel TetherPro USB-C to USB-C Right Angle Orange z zestawem zabezpieczającym Guard Tethering Support Kit.







