logo

Sesja fotograficzna, czy sesja treningowa?

Intro

Bruce Lee kiedyś powiedział, że nie boi się człowieka, który ćwiczy tysiące różnych kopnięć; boi się człowieka, który codziennie, tysiąc razy ćwiczy jedno kopnięcie.

Zamiast wstępu

Na zdjęcia z Maćkiem umawialiśmy się od dawna, ale zawsze coś stało nam na drodze. W końcu jednak udało nam się zgrać terminy, zaplanowaliśmy ujęcia i spotkaliśmy się na dużej sali. Maciek lubi kopać. Kopać i skakać, a choć minęło dobrych parę lat, pamiętam, że z treningów które prowadził, wychodziłem na kompletnie miękkich nogach. Dlatego oczywistym wydało nam się, by na swojej sesji Maciek skakał i kopał.

Pomysł na zdjęcia

Gdyby mnie ktoś zapytał, co sprawia, że moje zdjęcia wyglądają trochę inaczej, niż reszty fotografów, powiedziałbym, że to kwestia przygotowań. Gdy przegląda się zdjęcia na Instagramie, setkami jedno po drugim, od razu widać, gdzie za fotografią stał pomysł i przygotowania, a gdzie ktoś wziął aparat i cykał foteczki w nadziei, że coś tam będzie.

My zawsze najpierw przygotowujemy moodboard, czyli zbieramy rozmaite inspiracje i upychamy je albo na Pinterest, albo na jakiś dysk w chmurze. Analizujemy i omawiamy kolejne inspiracje we dwoje, z Małgonetą, a potem z naszym modelem. Wiedzieliśmy, że będziemy robić zdjęcia na dużej sali w K1 Fighting Center i wykluł nam się taki plan, by interesująco oświetlić modela gdy będzie wskakiwał na crosffitową skrzynię. Zamyśliłem sobie białe światło główne świecące w plecy modela, a od jego czoła miałem zamiar błysnąć słabiej, ale z dodatkowym niebieskim filtrem. Do tego planowaliśmy dodać trochę dymu, by atmosfera wydała się bardziej niesamowita.

Światło

Spakowałem trzy lampy błyskowe Quadralite Reporter 200 TTL, głowicę Quadralite Twin Head S-holder (bo ma silne światło pilotujące), jeden stosunkowo duży softboks (DUMB 90), jedną czaszę i dwa komplety wrót: klasyczne, w pełnym rozmiarze, z dodatkowym gridem i malutki, własnoręcznie zrobiony modyfikator. Do tego trzy statywy (jeden naprawdę solidny, drugi bardzo lekki a trzeci zupełnie maleńki), komplet kolorowych filtrów i wytwornicę dymu. Do tego torba z aparatem, dwoma obiektywami i nadajnikiem Navigator X2. Cały ten fotograficzny ekwipunek zmieścił się w jednej standardowej torbie sportowej i dwóch pokrowcach z taśmami na ramię. We dwoje z Małgonetą spokojnie przynieśliśmy całość spacerkiem pieszo do klubu.

Właśnie za tą super mobilność w połączeniu z kapitalnymi możliwościami uwielbiam Quadralite Reporter 200 TTL.

Na miejscu rozłożyłem sprzęt i ustawiłem go wg wcześniej przygotowanego planu, w jednej linii. Duży statyw, na nim głowica Twin Head S-holder z zamocowanym pierwszym Reporterem 200 i głębokim softboksem parabolicznym DUMB 90, następnie drewnianą skrzynię na której zamiarowałem postawić modela i następnie maleńki statywik, nisko nad podłogą, a na nim zamocowałem drugiego Reportera 200, z "wrotami" własnej konstrukcji.

Ten setup oświetleniowy sprawdził się całkiem nieźle przy skokach, ale przy kopnięciach brakowało mi jednak widocznej twarzy Macieja. Dlatego szybko wyciągnąłem trzeciego Reportera 200, założyłem na niego klasyczny garnek, a na niego proste wrota z gridem. Miałem do dyspozycji tylko lekki statyw, ale nawet on spokojnie udźwignął ten zestaw i to na maksymalnym wyciągnięciu. Musiałem tą lampę ustawić tak wysoko, bo skrzynia ma 60 cm, a Maciej to kawał chłopa i światło na wysokości 2,2m nie było przesadą.

 

Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s
Maciej, ISO 100, 18 mm F/5 1/250s

Zadaniem tej trzeciej lampy nie było tworzenie klimatu, to robiły dwie pierwsze, ta miała po prostu wyciągnąć jego twarz z mroku.

Patrząc na muskularną sylwetkę modela ostatnie, co przychodzi na myśl, to subtelna gra światłem, ale praca na planie tak właśnie wyglądała, bardzo starannie ustawiałem jedno światło po drugim, a Maciek miał stawać i kopać w precyzyjnie wyznaczone w powietrzu miejsce. Jeśli ktoś myśli, że to łatwe zadanie, zachęcam by samodzielnie spróbował wdrapać się na kanciastą skrzynię, z pełną mocą wykonał kopnięcie do przodu i stanął z powrotem w tym samym miejscu. Po ciemku, gdyż pan fotograf inaczej nie widzi, jak niebieskie światło rozkłada się na twarzy.

Dodatkowe efekty: dym

Jeśli robimy zdjęcia w K1 Fighting Center, na dużej sali, z kolorowymi żelami, to śmiało można zakładać, że Małgoneta będzie robić zadymę. Nie wiem, czy myśleliście kiedyś o tym w ten sposób, ale podświetlony dym świeci. Jeśli błysnę w biały dym przez niebieską folię, to na zdjęciu otrzymam chmurę niebieskiego dymu, który przydaje odjazdowego efektu.

O ile fotograficy często używają właśnie maszyny do dymu, to filmowcy cześciej używają maszyny do mgły (nie wiem, jak to prawidłowo przetłumaczyć: "smoke machine" vs "haze machine"). Wytwornica mgły tworzy bardzo lekką, zwiewną, normalnie prawie niewidoczną zawiesinę w powietrzu, ale gdy puścić przez nią światło uzyskujemy bardzo filmowy klimat, prawdziwy "cinematic look". Na tej sesji użyliśmy płynu o podwyższonej gęstości, który produkuje dym bardzo widoczny, intensywny. Przy kolejnej sesji spróbujemy płynu który tworzy tylko lekką mgłę, by świecąc przez nią uzyskać bardziej filmowy look.

Culling and Retouch

czyli przeglądanie, wybór i retusz wybranych fotografii

Przyniosłem do domu troszkę ponad 250 strzałów, więc śmiało możemy założyć, że przez tą godzinę, Maciej wskoczył 50 razy na skrzynię, a potem stojąc na niej 200 razy kopnął. Wspominam o tym tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś się zastanawiał, co trzeba zrobić, by tak wyglądać ;)

Jak zawsze, zaraz po sesji zgrywam wszystkie zdjęcia z karty na dysk komputera, prosto do biblioteki Adobe Lightroom Classic. Owszem, budowanie podglądów trwa dłużej niż w Capture One, ale przeglądanie, porównywanie i oznaczanie zdjęć w Lightroom idzie mi sprawniej niż w Capture One.

Nie mam w zwyczaju oddawania dziesiątek zdjeć z sesji, chcę, by każde z moich zdjęć znacząco się różniło od poprzednich z serii, dlatego wybieram i oddaję tylko tych kilka, które naprawdę mi się podobają. Moi klienci to akceptują - oni też wolą mieć kilka zdjęć na które patrzy się z prawdziwą przyjemnością niż trzy tuziny podobnych fotek, których nie pokażesz znajomym, bo znudzą się, zanim dotrą do połowy.

Przyznam, że do zdjęć na których Maciek wskakuje na skrzynię chętnie użyłbym jeszcze szerszego obiektywu, a kontrolowanie modela w trakcie lotu nie jest łatwym zadaniem. Dobrze jest wtedy pracować z tak zdyscyplinowanym i sprawnym sportowcem, bo to umożliwia dużą powtarzalność kolejnych ujęć. Ale prawdziwy kunszt, technikę i wytrenowanie naszego modela mogliśmy z Małgonetą ocenić przeglądając jedno po drugim, kilkadziesiąt zdjęć kopnięć, jakie wykonywał Maciek. Ja w takiej sytuacji spadłbym ze skrzyni najdalej po trzeciej próbie, ale on kopał precyzyjnie w to samo miejsce, a kadry się zmieniały tylko dlatego, że z aparatem podchodziłem z różnych strony i różnych kątów.

Na zdjęciach miałem spektakularnego modela w świetnych pozach, miałem interesujące światło, miałem dym - i tylko klasyczne świetlówki na suficie dużej sali w K1 Fighting Center nie spełniały moich oczekiwań. Dlatego tym razem uzupełniłem klimat miejsca wg swojej wizji; opcja, która pojawiła sie w Photoshopie już jakiś czas temu, Lighting Effect, posłużyła mi do zasymulowania kolorowego oświetlenia i snopów światła z oryginalnie białych świetlówek. Mam nadzieję, że nikt nie zwrócił na to uwagi do momentu, gdy o tym tutaj wspomniałem, bo wiadomo, że najlepsze efekty to takie, po których nie widać, że są efektami ;) Prócz tego, standardowe techniki retuszu w Photoshopie: spot healing brush i dodge and burn na trzy różne sposoby by uzyskać trzy różne efekty. Finalny klimat fotografii stworzyłem w Capture One Pro, moim ulubionym narzędziu do colorgradingu. Palety Color Editor, Color Balance i Luma Curve są wygodne, intuicyjne i bardzo efektywne. Bardzo je cenię i serdecznie polecam spróbować tym, co Capture One jeszcze nie znają.

Posłowie

To była bardzo intensywna sesja - o ile ja się zmęczyłem od ciągłego kucania, wstawiania i kładzenia się na podłodze, co miał powiedzieć Maciej, którego zmuszałem do kolejnych prób; nawet na filmie słychać "dawaj" i "jeszcze raz". Maciek, dziękuję Ci, że byłeś silny i wyrozumiały!

Małgosiu, Tobie dziękuję za to, że w sumie nie wiem kiedy nakręciłaś tyle materiału! Pamiętam tylko, że co chwilkę  prosiłem Cię o to czy o tamto. Dobrze, że przynajmniej Ty mogłaś sobie poleżeć za drewnianym boksem i w ciemności puszczać dym z maszyny :-*

---

Zwyczajowo, na samym końcu linki, które uznaję za godne uwagi:

Dodaj swój komentarz