logo

Portrety dla Mistrza Świata

Sesja wizerunkowa z Wojtkiem "Jastrzębiem" Jastrzębskim, mistrzem świata w formułach K1 i Full Contact organizacji WFMC.

Zamiast wstępu
Z Wojtkiem znamy się już 'naście lat; gdy pierwszy raz przyszedłem do klubu K1 Fighting Center, on był odnoszącym sukcesy zawodnikiem. Wojtek w klubie bywał bardzo często, więc mieliśmy okazję się poznać, a warto poznać tego chłopaka: jest opanowany, rozmowny, pełen poczucia humoru i uśmiechu. Po prostu przesympatyczny. To może brzmieć dziwnie - w końcu mówimy o aktualnym Mistrzu Świata w formułach K1 i Full Contact organizacji WFMC - ale taki właśnie jest Wojtek "Jastrząb" Jastrzębski. Z racji swojej pracy jakiś czas temu zniknął z klubu i mieszka daleko, ale podczas wakacji pojawił się na kilka dni. Przy spotkaniu, Małgoneta zapytała: Wojtek, chcemy Ci zrobić zdjęcie! Kiedy możesz usiąść u nas przed obiektywem? I tak, w sumie z dnia na dzień, zorganizowaliśmy sesję dla naszego mistrza bokserskiego na dużej sali K1 Fighting Center, gdzie właśnie rozpoczynał się remont.

Przygotowania do sesji

Selfie z Mistrzem Świata w formułach K1 i Full Contact organizacji WFMC

Wspólne selfie z Wojtkiem już mam 😉 Zrobiłem je dwa lata temu, gdy chodziłem z maleńkim aparacikiem i codziennie fotografowałem prowadząc projekt 365, ale tym razem chciałem mieć fotografię z prawdziwego zdarzenia. Ustaliliśmy wspólnie outfity, w jakich Wojtek się nam pokaże, a ja przedumałem oświetlenie, jakiego będę chciał użyć. Będę fotografował człowieka, który sport ma wypisany na twarzy i nie mam zamiaru tego ukrywać - ja chcę to podkreślić. Więc na pewno twarde światło, a skoro tak, to mały, srebrny beauty dish. Modyfikator, którego przestałem używać, gdy tylko zdobyłem większe, "miękkie" modyfikatory - teraz przyszła na niego pora. Zupełnie na marginesie: do duży komfort, gdy można dobierać narzędzia do konkretnej pracy, choć czasami zastanawiam się, po co mi to wszystko i gdzie to trzymać? No, właśnie po to :)

Wymyśliłem sobie ostre światło beauty disha z gridem padające z jednej strony, pod kątem i troszkę z góry, następnie duży parasol rozbijający cienie od przodu i z tyłu, światło tła, subtelnie błyskające na mojego niebieskiego gnieciucha. Taki zestaw śmiało można określić jako klasyczny "rembrandt lighting", a rzadziej spotykanym elementem była czarna zastawka/murzyn ustawiona blisko twarzy modela, po przeciwnej od głównego światła stronie; jej zastosowanie miało na celu wyłapanie i ukrycie resztek światła, wzmacniając tym samym cienie.

Budowanie światła i sesja fotograficzna

Całą sesję prowadziłem w trybie tetheringu, to znaczy cały czas miałem aparat podpięty do komputera, gdzie uruchomiłem dwie aplikacje Olympusa: Capture raz Workspace. Ten pierwszy pozwala bezproblemowo połączyć się z komputerem i wybrać, gdzie będą zapisywane zdjęcia (ja zapisuję zarówno na kartach pamięci w puszce aparatu jak i na dysku), a drugi pozwala nam przeglądać zdjęcia. Zarówno pierwszy, jak i drugi program pozwala na wiele więcej, ale na sesji nie było nam to potrzebne. Co ciekawe - mam wrażenie, że soft Olympusa znacznie lepiej radzi sobie w środowisku Windows niż na macOS. Na laptopie Mateusza cały ten zestaw śmiga i jest praktycznie "przeźroczysty"; gdy zrobię fotę, jej podgląd wyświetla mi się na ekranie zanim zdążę na niego spojrzeć, nie czuję też żadnych opóźnień podczas przewijania. Za to na mojej stacji roboczej sprawa ma się ...inaczej :/

Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek

Na schemacie możecie zobaczyć, że zbudowałem dokładnie taki setup, jaki sobie wcześniej wymyśliłem:

  • Na statywie typu "boom" zawiesiłem lampę Quadralite Atlas 400 PRO TTL zamkniętą w 42 cm srebrnym beauty dishu z gridem; to było moje światło główne.
  • Za moimi plecami, troszkę po prawej stoi duży parasol; to srebrny Space 185 cm z dodatkowym dyfuzorem. Osadziłem w nim drugą lampę Quadralite Reporter 200 TTL; jej zadaniem było rozbić cienie tam, gdzie nie sięgało już światło główne.
  • Za plecami modela, na maleńkim statywie stoi drugi Reporter 200 TTL zamknięty w białym reflektorze do świecenia na tło; na tą trzecią lampę również założyłem dyfuzor - jakoś nie mogę się przekonać do ostrego świecenia w tle.
  • Po lewej stronie modela na statywie zawiesiłem blendę, czarną stroną, blisko jego twarzy. W idealnym świecie byłby to piękny, czarny V-Flat, ale nie jesteśmy na amerykańskim Youtube, dlatego korzystam z rozwiązań mniej estetycznych, ale równie skutecznych 😉

Wszystkie te lampy kontrolowałem nadajnikiem Quadralite Navigator X2 MFT. (Zaznaczam "MFT" troszkę z przekory - pracując w trybie manualnym nie ma znaczenia, w jakim systemie mam założony Navigator X na aparacie, byle środkowy pin się zgadzał. Aparat mówi tylko "Teraz!" a kontrolą lamp zajmuje się nadajnik.)

Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek

Na tych fotach możecie zobaczyć kolejne etapy budowania światła: tylko światło główne, tylko światło wypełnienia, tyko światło tła, dwa światła: główne i wypełnienie i w końcu finalną fotografię z użyciem wszystkich trzech lamp. (No i moja szczera twarz oraz sceptyczny Wojtek 😉 ).

Fotografowałem aparatem Olympus E-M1 mk2, ISO 64, 1/250 sek, f/5,6. Niskie ISO 64 to nowość, jaka pojawiła się w oprogramowaniu 3.0 do aparatu E-M1 mk2 - teoretycznie rzecz software'owa nie ma prawa wpłynąć na poprawę jakości obrazka, ale nad naszymi głowami już wisiały nowe, bardzo mocne LEDy i by wykluczyć ich światło, ustawiłem najmniejsze możliwe ISO na jakie pozwolił mi aparat. Na aparacie miałem założony mój ulubiony obiektyw Olympusa; to M.Zuiko Digital ED 45 mm f/1.2 PRO który przymknąłem tak, by obraz był wyjątkowo ostry a na matrycę wpadało jak najmniej światła zastanego.

Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek

Retusz i color grading

Gdy robię sesję z myślą o wpisie na bloga, robię znacznie więcej zdjęć, niż zwykle i potem trzeba się przedzierać przez nadmiarowe foty. Przyznam, że przegląd i wybór zdjęć do dalszego retuszu to najmniej lubiana przeze mnie część sesji. No, ale gdy już sie wybierze ulubione zdjęcia, z przyjemnością biorę się do dalszej pracy.

Zdjęcia z facetami obrabia się łatwo; łatwo nie dlatego, że można być mniej starannym, ale dlatego, że trzeba celowo zostawiać naturalność cery i pewne niedoskonałości. Jak mawiali starożytni Chińczycy: "Dziewczyna chce być piękna, chłopak chce być silny". W kwestii siły nie musiałem robić z Wojtkiem nic, ale jeśli zobaczycie czerwone plamki na skórze czy cień pod okiem, to nie dlatego, że nie potrafię tego zatuszować, tylko dlatego, że celowo zostawiam oznaki życia ;) (Co, wbrew pozorom, wcale nie jest takie oczywiste, bo pewne rzeczy poprawiam odruchowo i potem muszę cofać operację i przypominać sobie, co i po co robię.) No, i po takim dislaimer przechodzimy do retuszu. Od pewnego czasu zdjęcia z serii retuszuję, nazwijmy to "przebiegami"":

00. Z każdego setupu oświetleniowego i z każdej stylizacji mam fotę modela trzymającego X-Rite Color Checker; więc zupełnie na samym początku generuję profil kolorystyczny. Na zdjęciu nr2 ten profil nazywa się WJ_sBD-space185 (Wojtek Jastrzębski, small Beauty Dish, {parasol} Space 185 cm); może mało oryginalnie, ale takie nazwy pozwalają mi na łatwą identyfikację.

  1. W pierwszym przebiegu wszystkie wybrane zdjęcia wywołuję w jednym programie. Tym razem był to Lightroom, który w takiej grupowej obróbce ma mnóstwo niebagatelnych zalet. Wyselekcjonowany RAW (tutaj pliki Olympusa, czyli *ORW) oznaczam kolorem zielonym. Gdy wszystkie zdjęcia są wywołane w miarę podobnie i wyglądają spójnie, przechodzę do drugiego etapu, którym jest...
  2. Retusz skóry w Photoshopie. Otwieram kolejno każde wywołane zdjęcie z Lr prosto w Ps i tam, na kopii podstawowej warstwy pędzelkiem korekcyjnym usuwam wszystkie co większe przeszkadzajki. Jeśli potrzebuję Liquify, robię to w tym momencie, a następnie rozdzielam zdjęcie na kolor i fakturę (spilt frequency separation) i pracuję nad kolorem, jego jednorodnością i gładkimi przejściami tonalnymi. W tym samym kroku dodaję troszkę ostrości na oku i częściach twarzy. Zapisuję, zamykam. W Lr plik *.psd oznaczam kolorem niebieskim i otwieram w Ps kolejne zdjęcie.
  3. Trzeci etap to ponowne otworzenie zdjęć w Ps i malowanie światłem. Przygotowałem sobie akcję, która tworzy mi zestaw warstw korekcyjnych, na których dokonuję lokalnie rozjaśnień i przyciemnień (Dodge & Burn). W tym momencie zdjęcia zaczyna przypominać finalną fotografię i jeśli nie mam ochoty na color grading w Capture One Pro, tworzę warstwę korekcyjną z mapą gradientu (zwykle ustawiam ją w tryb Soft Light), tworzę lub dobieram odpowiedni gradient i to zwykle wystarcza, by nadać spójności kolorom ze zdjęcia i dodatkowo podnieść subtelnie kontrast. Ale zwykle chce mi się otworzyć Capture One Pro, więc...
  4. Importuję pliki *.psd do Capture One Pro, i każdemu z noch tworzę nową warstwę z wypełnioną maską. Nazywam ją CG (bo wiecie, Color Grading) i pracuję narzędziami Krzywe (Curve, głównie Luma) oraz Balans Kolorów (Color Balance) i Zaawansowany Edytor Kolorów (Advanced Color Editor). Po tych operacjach zwykle muszę zrobić dodatkowy przebieg i skorygować ilość światła suwakami Światła i Cienie w panelu High Dynamic Range (zmniejszam całkiem sporo prześwietlenia i troszeczkę rozbijam cienie). Na samym końcu dodaję szum (paleta Film Grain) i eksportuję pełne wersje fotografii w formacie *.jpg w przestrzeni kolorów Adobe RGB. Dwa pierwsze ekrany prezentują balans kolorów, jaki ustawiłem dla tych jaśniejszych zdjęć, trzecie, z detalem w oku, to Wojtek w czarnym swetrze. Na tych zdjęciach ustawiłem kolory trochę inaczej, chciałem też Wam pokazać ilość detalu z tej puszki i tego obiektywu, bo już parę razy ktoś mnie o to prosił.
  5. Otwieram zdjęcia w Ps, kadruję z myślą o socialmediach (to znaczy filmowe kadry na bloga i fejsa, a pionowe 4x5 na Instagram), zmniejszam, lokalnie wyostrzam i zapisuję pod kątem sieci WEB.
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek
Wojtek

Podsumowanie i linki

To była bardzo szybka sesja, Wojtek był w Polsce tylko na parę dni, więc fotografowaliśmy go wręcz w przelocie. Na bakstejdżu widać, że w K1 Figting Center ściany już są przygotowywane do malowania, nawet drabinki, na których rozpinałem swoje tło były już zdjęte i wyniesione. Sesja fotograficzna to jednak bardziej praca fizyczna, niż umysłowa; tą koncepcyjną część warto zrobić wcześniej, bo inaczej, kto by miał czas wykradać drabiny z zamkniętego magazynu, przenosić, montować je na ścianie a po wszystkim odnosić z powrotem ;)

Dwa słowa o sprzęcie, bo dzisiaj było więcej o retuszu: w warunkach studyjnych, pod dachem z normalnym oświetleniem, nie czuję potrzeby posiadania większej lampy niż Quadralite Atlas 400 PRO TTL. Ta lampa potrafi napędzić z powodzeniem każdy modyfikator, jakim dysponuję, a mocny pilot jest ogromną pomocą podczas ustawiania świateł. Precyzyjne ustawienie światła ma szczególne znaczenie gdy fotografuje się światłem ostrym i jeśli macie modeli, którzy zachowują się bardzo żywo, warto dwa razy przemyśleć swoje koncepcje.
W tło świecę Reporterem 200 TTL z okrągłą głowicą, ale ta najzwyklejsza, a'la spedlite jest do tego absolutnie wystarczająca. Za to w mój ogromny parasol błyskam już głowicą z żarówką błyskową - niby to tylko światło tła, ale czuję się spokojniejszy, wiedząc, że mam za sobą równo rozświetlony modyfikator.

Może zauważyliście, że ostatnio używam statywu "boom" z kółeczkami; po pierwszych próbach w domu nie byłem do nich przekonany i zdjąłem je po kwadransie. Po kolejnych pięciu minutach zakręcałem je z powrotem i od tej pory już się z nimi nie rozstaję. Kółeczka w takim statywie to coś, jak odchylany ekranik. Można bez tego żyć, ale gdy się raz spróbuje - nie ma odwrotu :)

Koniecznie musicie odwiedzić moich bohaterów: Wojciech "Jastrząb" Jastrzębski na Facebooku, możecie zobaczyć co facet robi (i polajkować jego nowe foto profilowe!)
Bardzo gorąco chcę podziękować mojej ekipie: Małgoneta  i Mateusz - co ja bym bez Was zrobił?!

Zwyczajowo, na końcu linki do sprzętu, którego użyliśmy na sesji:

Dodaj swój komentarz