logo

Pointy o wschodzie słońca

Gdy w moim zgranym już zespole umawialiśmy się na kolejną sesję o wschodzie słońca, wyciągnąłem wnioski z mojej wcześniejszej, bolesnej lekcji; tym razem zaplanowałem wszystko z takim marginesem czasowym, by mieć pewność, że wyrobimy się ze wszystkim. Co prawda, gdy wstałem, wyszedłem na balkon sprawdzając pogodę i zobaczyłem gwiazdozbiór Oriona w południku, poczułem się dziwnie - zimowy gwiazdozbiór nad moją głową? We wrześniu? Dopiero wtedy dotarło do mnie, że jest 4:20 nad ranem.

Z baletnicą na placu po Farze

Sesja o zachodzie słońca z Agatą i fontannami dymnymi tak nam się spodobała, że postanowiliśmy kontynuować dobrą passę i umówiliśmy się na drugi dzień, na sesję o wschodzie słońca. Mateusz był tak miły, ze podjechał po mnie i Małgonetę, więc podróż na miejsce zbiórki była szybka i wygodna, a to dobrze nastawiło nas na resztę sesji. Spotkaliśmy się o 5:30 przy Bramie Krakowskiej i wspólnie ruszyliśmy na wcześniej upatrzoną pozycję - niewysoki murek na Placu po Farze. Gdy przybyliśmy na miejsce, było jeszcze szaro i kompletnie pusto. Złożyliśmy przyniesiony sprzęt pod ścianą i omówiliśmy miejsce, w którym będzie pozowała nasza modelka. Na pewniaka wskazałem miejsce, w którym moim zdaniem, miało pojawić się słońce. Agata wskoczyła na murek i przygotowała kilka póz; wbrew pozorom nie było to najłatwiejsze, bo ten murek nie ma nawet kawałka gładkiej, poziomej powierzchni, wszędzie wystające kamienie - ładnie to wygląda, ale spróbujcie na tym podskakiwać :/

Nasz plan na sesję, był nieskomplikowany: Mateusz szykował się do ujęć typu lewitacja, a ja chciałem przetestować błysk równoważący światło wschodzącego słońca. Teoria jest banalnie prosta:

  1. Modelka ustawia się tyłem do słońca.
  2. Światłomierzem aparatu ustawiam ekspozycję dla światła za modelką - w efekcie otrzymuję piękne, niebieskie niebo i kompletnie czarną sylwetkę modelki.
  3. Błysk światła kierowany prosto w sylwetkę modelki wyciąga ja z ciemności.
  4. Wynikowe zdjęcie to piękne, niebieskie niebo z wszystkimi szczegółami w światłach i doskonale widoczna twarz modelki.

Proste? Na to wygląda i dlatego koniecznie chciałem spróbować.

Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100

O ile efekt błysku dopełniającego wygląda zachęcająco, podczas retuszu zastanawiał mnie inny kolor nieba na kolejnych zdjęciach; rzecz jasna, mógłbym go świadomie i celowo wyrównać, ale postanowiłem go zostawić tak, jak się rejestrował. Wschodzące słońce zmieniało warunki oświetleniowe, łącznie z kolorem zieleni, kamieni - a przede wszystkim, nieba. Błękit, początkowo ciemniejszy, szybko stawał się jasny, aż do pięknego, wręcz lazurowego, jesiennego wyżu.

Wschód Słońca na Starym Mieście

Gdy czerwona kula Słońca wychyliła się zza horyzontu, miałem juz zapięte w głowicę Twin Head S-Holder dwie lampy Quadralite Reporter 200 TTL, więc wystarczyło podnieść statyw, przenieść go dwa metry i obrócić modyfikator (90 cm głęboki softboks parabioliczny) w odpowiednią stronę. Będę to powtarzał do znudzenia, ale mobilność, jaką zapewniają lampy na baterie jest czymś fantastycznym! Każdy strobista wam to powie.

I zupełnie na marginesie strobistów: Mateusz przyniósł swojego spedlite. Zamocowaliśmy go w 40 cm srebrnym beauty dishu licząc na to, że jego błysk wystarczy, do zrównoważenia słonecznego blasku. Spojler Alert: Nie wystarczył i nie zrównoważył. Owszem, to rozwiązanie działa, gdy nie ma bezpośredniego słońca - przed wschodem i/lub w cieniu, a modyfikator ustawimy blisko modelki. Jednak Mateusz zaplanował sobie szerokie kadry, z widokiem na lubelski Zamek i wschodzące słońce jednocześnie, dlatego musiał odsuwać statyw ze swoja lampką do tyłu. Szybko się okazało, że spedlite jest super mobilny, ale nie jest wystarczająco silny, by pracować z nim komfortowo w takich warunkach. To też była dla nas dobra lekcja.

Jak wygląda ekspozycja dla światła i ten sam kadr błyśnięty światłem dopełniającym? Zerknijcie:

beforeafter

To są "jpg prosto z puszki", tylko zaimportowane do Lightroom, bez jakiejkolwiek edycji.

Przy ISO 100 i przysłonie F/1.8 prawidłowa ekspozycja dla światła w tle w tym momencie wymagała czasu migawki rzędu 1/2000 sekundy, stąd oczywistym wyborem był tryb HSS (synchronizacja z krótkimi czasami błysku). Im wyżej wznosiło się słońce w czasie trwania naszej sesji, musiałem ten czas skracać do finalnego 1/4000 s. Moc światła błyskowego z zestawu moich Reporterów 200 ustalałem w trybie TTL i potem, korzystając z dobrodziejstwa funkcji TCM (TTL convert to Manual) w Navigator X2, korygowałem ją ręcznie wg tego, co widziałem na ekranie aparatu.

Pamiętacie, co mówiłem o korekcji jasności ekranu gdy fotografuję w ciemnym pomieszczeniu? Sesja w blasku słońca do dokładne przeciwieństwo - koniecznie trzeba podnieść jasność wyświetlanego obrazka! Piszę jako właściciel lustrzanki, bezlusterkowce z wizjerem EVF nie mają tego problemu. Zazdroszczę :/

Prawie wszystkie dostępne na rynku spedlite mają tryb HSS, ale jednak nie wszystkie, np.: mój prywatny Yongnuo 468-II nie ma tego trybu i bardzo mi tego brakowało. Zakładam, że wiecie, czy wasze mobilne błyskotki mają tryb HSS. Wiecie? ;)

Praca na planie

Gdy próbowaliśmy ujęć z powiewającą suknią Agaty okazało się, że ciężka podszewka nie pozwala na swobody spadek materiału, suknia spadała, jak obciążona kamieniem. Agata długo się nie zastanawiała - Możemy to odpruć, ale pewnie nie mamy nożyczek? Jej propozycja nie trafiła w próżnię i gdy dwa razy zapewniła mnie, że na pewno możemy pruć suknię, wyciągnąłem moje Spyderco Native i odcięliśmy podszewkę. Po tym zabiegu materiał sukni unosił się w powietrzu, wypełniał i przybierał różne kształty. To było to! Małgoneta podrzucała skraj sukni (a w zasadzie suknię, którą rękawami przypasałem do Agaty) a my robiliśmy zdjęcia. To było fajne i kreatywne zajęcie - było to widać w zazdrosnych spojrzeniach ludzi spieszących do szkoły i pracy ;)

Z przyjemnością obserwowałem, że Mateusz równie starannie przygotował się do realizacji swojego pomysłu z lewitacją - przyniósł stylowy stołeczek, usadził na nim modelkę i rozważnie planował kadr tak, by potem mógł wyretuszować zbędne elementy. Interesujące było też wspólne omawianie tego zdjęcia po sesji i sugestie co do kierunku retuszu, w który poszedł. Widziałem potem jego zdjęcie jako wyróżnione na IgersLublin, więc wiem, że wykonał dobrą robotę!

Pisałem już kilkukrotnie, że zawsze wcześniej planuję ujęcia, jakie chcę wykonać. Planuję, wyobrażam sobie, gdzie będzie stał model, co będzie za nim, obok niego, co będzie widać z przodu. W tym przypadku było tak samo, wymyśliłem sobie kilka kadrów i z myślą o nich prowadziłem swoją sesję. Ale, jakby nie planować, na sesji zawsze pojawi się coś nieoczekiwanego. Lubię te momenty, nie boję się ich - ja ich aktywnie wyglądam. Wiem, że co sobie zaplanowałem, wykonam, ale przy okazji szukam innych kadrów, ujęć; może z góry, może z dołu (zmiana perspektywy to najprostszy sposób na inne niż wszystkie ujęcia). A może, choć światło ustawiłem z myślą o jednym miejscu do fotografowania, spróbować stanąć w innym? Niżej, wyżej, bliżej, dalej, z przodu, z tyłu. Gdzie tylko można stanąć i spokojnie wycelować obiektyw - próbuję to robić. A przynajmniej staram się pamiętać, by to robić, bo emocje na sesji są takie, że logiczne myślenie zostaje zepchnięte i zwinięte w kłębek cicho szlocha. Dopiero, gdy w domu spokojnie przeglądam zdjęcia na komputerze i myślę „dlaczego nie mam ujęcia z góry?” zdrowy rozsądek krzyczy: A nie mówiłem!

Selekcja i retusz

Zdjęcia, jak zwykle, zgrałem z karty aparatu do komputera przez Adobe Lightroom Classic i tym razem, z rozpędu, wywołałem jednego RAWa i zrobiłem mu retusz w Lightroom. Retusz w Lightroom robi się łatwo, szybko i przyjemnie - w porównaniu do tego z Capture One Pro. Tyle, że potem zdjęcia zrobione w Lr przestają mi sie podobać :/ Mój retusz z Lightroom widać na zdjęciu przed/po ze "znikającym" stołeczkiem. Robiło się to łatwo, szybko ale wygląda tak sobie.

Retusz w Lightroom również polega na pracy na warstwach, choć mało kto wydaje się być tego świadomym - każde pociągnięcie pędzla, każdy filtr gradacyjny czy healing brush - to oddzielna warstwa, której krycie można zmniejszać. Owszem, nie jest to tak łatwo widoczne, jak w Capture One Pro, nie można nadawać warstwom nazw (jak w Photoshopie czy Capture One Pro), ale jednak są to warstwy. Szkoda, że nie można zastosować presetu na warstwę - o, to byłoby naprawdę coś! W tej chwili, by zmniejszyć „krycie”, a w zasadzie intensywność presetu, który lubię, muszę posługiwać się dodatkowym pluginem The Fader. The Fader irytuje mnie nie tylko ze względu na sprytne wymuszenie zakupu licencji (faktem jest, że warto za niego tych kilkadziesiąt złotych zapłacić), ale dlatego, że jego obsługa wymusza dodatkowe kroki, zamiast, tak jak w Photoshopie czy Capture One Pro - po prostu zmniejszyć czy zwiększyć krycie warstwy suwaczkiem. W tym przypadku, zdecydowany plus dla Capture One.

Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100

Wracając do retuszu, to przeprosiłem się z Capture One Pro i wyselekcjonowane obrazki kolejno wywołałem. Jako, że były to proste zdjęcia, na wszystkich, prócz finalnego portretu zastosowałem globalne korekty, ale wszędzie, gdzie widać skórę modelki, użyłem narzędzia Color Editor/Skin Tone. Na obrazkach wyżej pokazuję warstwy dla portretu - jest ich zdecydowanie więcej, bo warunki były trudniejsze: Agata siedziała w pełnym słońcu, Małgoneta trzymała nad nią dyfuzor - który nie tylko zabiera 1 EV, ale zmienia też balans bieli. No i kamienice w tle, jasno pomalowane, oświetlone oślepiającym słońcem, trzeba było zadbać o wyrównanie jasności między pierwszym a drugim planem.

Wywołany w Capture One RAW wędruje do Photoshopa, tam pracuję w liquify zaokrąglając tu i ówdzie, pędzlem korekcyjnym usuwam i/lub maskuję drobne niedoskonałości skóry, potem separacja częstotliwości, gdzie na warstwach pośrednich między teksturą i kolorem wygładzam przejścia tonalne i wyrównuję kolor. Ostatecznie maluję światłem różnymi technikami ogólnie nazywanymi Dodge And Burn. Taki obraz zapisuję (z warstwami) i wracam do Capture One, bo jeśli Color Grading - to tylko w Capture One Pro. Za każdym razem zdumiewam się, ile można zyskać minimalnymi ruchami w narzędziu Color Balance i krzywiąc RGB i Luma.

O lewitacji słów kilka

Wyżej widzicie zdjęcie, jakie zrobił Mateusz, a niżej pokażę Wam moją próbę "lewitacji".

Znacie to powiedzenie, że dobry fotograf to nie ten, który robi dobre zdjęcia, tylko ten, który pokazuje tylko dobre zdjęcia?

Proszę teraz patrzeć uważnie, bo pokazuję nieudaną próbę podejścia do tematu, będzie okazja się pośmiać ;)

Proste pytanie: dlaczego zdjęcie Mateusza z lewitującą Agatą robi większe wrażenie, niż moja próba? Przecież na pierwszy rzut oka widać, że modelka ma praktycznie identyczną pozę, nawet suknia powiewa prawie tak samo, a jednak zdjęcia mają zupełnie inną wymowę? To znaczy - tam, wyżej, modelka faktycznie lewituje, a na moim zdjęciu, niżej, to w zasadzie nie bardzo wiadomo, co się dzieje. Dlaczego?

beforeafter

Moim zdaniem, rzecz rozbiła się o kontrasty. Mateusz już w czasie fotografowania wiedział, co będzie z tym zdjęciem robił potem i kadrował intencjonalnie. Tak, by po retuszu i usunięciu stołeczka modelka sprawiała wrażenie unoszącej się w powietrzu. I to fajnie mu się udało. Ja natomiast, fotografowałem jak zwykle, nie myślałem o późniejszym usuwaniu stołeczka i zostawiłem modelkę w ciemnym kostiumie na tle zieleni pogrążonej w mroku; ciemny kostium, ciemna suknia, ciemna zieleń - to nie mogło się udać. Usunąłem stołeczek i w zasadzie nie robi to różnicy. To doskonały przykład jak planowanie swoich kadrów wpływa na późniejsze efekty - jego zdjęcie robi wrażenie nie dlatego, że robił pełnoklatkowym Canonem i szerokim obiektywem ze światłem 1.4, a dlatego, że myślał o zdjęciu i jego finalnym wyglądem zanim w ogóle przycisnął spust migawki.

Galeria BTS

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam wszelkie zdjęcia i filmik z bakstejdżu, powiem wręcz, że Behind The Scene to moje ulubione ujęcia. Chyba dlatego, że jak sama nazwa wskazuje, pozwalają podejrzeć pracę na planie i potem porównać z ostatecznymi rezultatami. Ale to bawi dopiero wtedy, gdy człowiek zrozumie, że dobre zdjęcia nie wynikają z faktu posiadania przez fotografa drogiego aparatu ;) Zawsze mam nadzieję, że moje BTS kogoś rozbawią i/lub zainspirują. Bawią? Inspirują?

Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100
Sigma 18-35 F/1.8 Art @18mm, 1/2500 s. ISO 100

Posłowie

To był bardzo udany poranek, przetestowałem kolejną sytuację błysku w plenerze, podpatrzyłem, jak pracuje inny fotograf i przede wszystkim - spędziliśmy czas świetnie się bawiąc we wspólnym towarzystwie!

Agata, Małgoneta i Mateusz - pięknie Wam dziękuję za wspólną akcję, jesteście świetną ekipą!

---

Zwyczajowo, na samym końcu linki, które uznaję za godne uwagi:

Dodaj swój komentarz