logo

Packshot czy fotografia produktowa?

John Masters Organics Blood Orange And Vanillia

Dzisiaj przyjemny dla mnie temat, będzie trochę o moich fotograficznych początkach i o tym, jak różnie można podejść do publikowania cudzych zdjeć.

O blogach firmowych

Dobrych parę lat temu fotografowałem kosmetyki, jako materiał ilustracyjny do treści, które przygotowywała moja Małgoneta. To była część, duża część pracy, jaką wtedy wykonywaliśmy. Małgosia wymyśliła formułę firmowego bloga z testami profesjonalnych kosmetyków i poprowadziła go dla naszego klienta. Mieliśmy w sumie dziesięcioosobowy zespół ludzi i bardzo szybko musiałem "podciągnąć" się fotograficznie, by nadążyć za wymogami tego rynku. Zainwestowaliśmy więc nie tylko w odpowiedni aparat, ale i w sprzęt studyjny; lampy błyskowe, modyfikatory, statywy i mnóstwo drobnych akcesoriów. No i w wiedzę. Wiedza, bo mądry człowiek uczy się całe życie, a głupi zawsze wie wszystko.

Inwestycja w wiedzę wcale nie wydawała się taka oczywista - przecież dobre zdjęcia robi się dlatego, że ma się dobry aparat, prawda?

Bardzo szybko się okazało, że o ile technicznie moje zdjęcia faktycznie skoczyły półkę wyżej, to "esencja", czyli to, co i jak na tym zdjęciu wygląda - już niekoniecznie. Podręczników do fotografii produktowej było jak na lekarstwo (jedna nowa publikacja i jedna mocno trącąca myszką*), na szczęście Uniwersytet Youtube stanął na wysokości zadania. Alex Koloskov i jego Photigy bardzo szybko nauczyły mnie, o co chodzi we współczesnej fotografii produktowej. I czym się różni packshot od fotografii produktowej. Bo panowie ze sklepu fotograficznego, w którym robiłem zakupy i których prosiłem o pomoc twierdzili, że to jedno i to samo. Na kursie u Alexa trochę się dokształciłem i faktycznie moje zdjęcia nabrały rumieńców.

Do testów dostawaliśmy naprawdę profesjonalne kosmetyki; profesjonalne były nie tylko etykiety ale i ceny za buteleczki. Kiedy więc układałem scenę z szamponem za 200 zł wiedziałem, że to musi wyglądać odpowiednio. Przyznam, że mieliśmy z Małgosią mnóstwo dobrej zabawy z wymyślaniem i realizowaniem pomysłów, choć, jak to w pracy - jeśli musisz coś robić dzień za dniem, terminy gonią i nie masz czasu cieszyć się chwilą, szybciej niż później wpadasz w rutynę i nawet najfajniejsze sceny są tylko elementem dnia roboczego.

O zdjęć podbieraniu

Zdjęcia, jakie robiłem i które chwilę potem publikowaliśmy na firmowym blogu, trafiły, naturalnie, do tzw. szerokiego Internetu; można je było znaleźć nie tylko na firmowym blogu, ładnie opisane i podpisane, ale i w Wyszukiwarce. Wiecie, jak jest ze zdjęciami w Wyszukiwarce, prawda? "Znalezione w sieci", "zdjęcie z Internetu" czy, moim zdaniem najlepsze, a tak popularne w pierwszoligowych portalach czy telewizjach: "źródło - Internet". Bierzesz zdjęcie z Wyszukiwarki i już publikujesz, jak swoje. Szlag mnie trafiał, gdy widziałem własne zdjęcia na stronach zaplecza innych pozycjonerów, widziałem moje zdjęcia na filmach blogereczek i celebrytek Instagrama. Ba! Widziałem moje zdjęcia na fanpage zagranicznych dystrybutorów! Widziałem moje zdjęcia na fanpage zagranicznych dystrybutorów podpisane: "dostaliśmy zdjęcia od blogerki z Polski, Karoliny Cośtamcośtam".

Gdy człowiek widzi własne foty na fanpage dużego dystrybutora, targają nim dwojakie uczucia - z jednaj strony: super! To znaczy, że moja robota jest widoczna, świetnie.
Z drugiej - mogliby chociaż podpisać :/

W większości przypadków wystarczyło grzecznie napisać i zdjęcia znikały, wyjątkowo wcześniej ktoś postarał się o słowo przeprosin, "och, były takie ładne, myślałam, że to zdjęcia producenta". Co ciekawe - łatwiej doprosić się o to, by zdjęcie znikło, niż zostało podpisane. To jest ten element układanki, którego do tej pory nie rozumiem - ktoś oferuje dobre foty tylko w zamian za podpis i ludzie wolą je skasować, niż podpisać. Dlaczego?

Kilka obrazków na koniec

Fotografia produktowa*** nie jest już w centrum mojej uwagi, dlaczego więc o tym piszę? Z tych wszystkich marek, które mieliśmy w rękach, na rękach i na włosach, Małgoneta upodobała sobie dwie: John Masters Organics i Santaverde. Polubiła filozofię jednej i drugiej firmy, ale przede wszystkim jakość tych kosmetyków. Ja mogę mówić tylko za siebie, dlatego krótko: żadne kosmetyki nie pachną tak dobrze, jak te od John Masters Organics. Tutaj nie ma co tłumaczyć, tego po prostu trzeba spróbować. I mówię to ja, mężczyzna, a wiecie jak przeciętny mężczyzna traktuje kosmetyki; ważne, by mieć mydło, szampon i krem po goleniu. Za to Małgoneta? O! Moja ulubiona dziewczyna ma zestawy na chyba wszelkie okazje, łącznie z kosmetykami do stylizacji włosów, których stale używamy na naszych sesjach fotograficznych.

W zeszły wtorek opisywałem sesję z Eweliną w jabłoniowym sadzie, a chwilkę temu, niczym wisienka na torcie, przesympatyczna pani z John Masters Organics Polska pisze do mnie i pyta, czy może pokazać moje zdjęcie na ich oficjalnym profilu? Można? Można! Proszę uprzejmie - cała przyjemność po mojej stronie :)

John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia
John Masters Organics Blood Orange And Vanillia

Przypisy
* Wyjaśnienie dla młodszego czytelnika: w powiedzeniu że coś "trąci myszką" - nie chodzi o to, że kursor drga na ekranie, czy myszka spada ze stołu, tylko coś jest przestarzałe. I tak teraz myślę - współczesne myszki też odchodzą powoli do lamusa** - ekrany dotykowe są codziennością, a prace nad komunikacją głosową z maszynami trwają.
** "lamus" to nie był ktoś, kto miał stary telefon, tylko skład starych przedmiotów. Samsung Galaxy S4 nie jest takim przedmiotem, choć to też staroć, ale już telefon z okrągłą tarczą do wykręcania numerów - jak najbardziej. Czy powinienem wytłumaczyć co znaczy "wykręcić numer"? Kto z Was wykręcał numer do mamy do pracy, co?
*** Nie jest to centrum mojej fotografii, ale chętnie wezmę zlecenie na fotografię produktową, we wszelkich jej odmianach.

Linki
Po tym, gdy wystąpiłem ze swoją prezentację o fotografii produktowej w Grupie Fotografów Lubelskich pojawiają się od czasu do czasu pytania, jak sfotografować butelki czy biżuterię. Zawsze odsyłam wtedy do Alexa i jego Photigy School Of Photography. Nie spodziewajcie się innej odpowiedzi. Problem jest bowiem znacznie, znacznie bardziej złożony, niż prosta porada "weź dwa stripy i ustaw je symetrycznie".

Dodaj swój komentarz