Chcesz coś sprawdzić, zapytać? Nie szukaj, napisz do mnie!
logo

Margot, Queen Of Eastern Desert

Margo, Queen Of Eastern Desert

Zamiast wstępu
W drugiej połowie maja serial „Rzym” mocno wsiadł nam na głowy i gdy naszło nas na kolejną sesję fotograficzną, Małgoneta błyskawicznie wymyśliła koncept.
– Pamiętasz ten dziwaczny, indiański ciuch, który kupiłam na drugim roku? – zapytała. Pewnie, że pamiętałem! Nie miałem tylko pojęcia, że nadal go trzyma w szafie „na potem”, bo może się przyda. Potem było teraz i skórkowa tunika właśnie się przydała.

Pomysł na sesję

Pamiętacie pierwszą edycję tańca z gwiazdami? Ja pamiętam. Być może dlatego, że był to ostatni program, jaki oglądaliśmy w domowej telewizji; zaraz potem dotarło do nas, że szkoda czasu na tv. Tego, na co masz akurat ochotę wtedy nie ma, a oglądanie masy reklam nigdy nas jakoś specjalnie nie bawiło.

Od rozstania się z telewizją minęło sporo czasu, ale nigdy, nawet jeden raz i nawet przez jedną chwilę, nie żałowaliśmy decyzji – nie chcemy więcej telewizji w naszym domu.

Nie znaczy to, że nie znamy nowych seriali czy nowych filmów; oglądamy znacznie więcej, niż w czasach „telewizyjnych”, tylko – co przypuszczam, jest absolutnie oczywiste dla dzisiejszej młodzieży – oglądamy to, co chcemy, wtedy, kiedy tego chcemy.

Gdy z Małgosią planujemy filmowy wieczór, szykujemy sobie wcześniej coś do jedzenia, coś do picia i powoli smakujemy. Jedzenie, picie i to, co właśnie oglądamy. I bardzo, bardzo dużo gadamy. Jeśli film, który oglądamy nie prowokuje nas do rozmów, najprawdopodobniej Małgoneta oceni film na 3 gwiazdki. Ja jestem bardziej wyrozumiały, cenię sobie też czas spędzony na przyjemnościach z Małgonetą, dlatego zwykle na Filmwebie daję jedna gwiazdkę więcej 😉

I wracając do fotograficznej opowieści (jak może zauważyliście, uwielbiam dygresje i muszę się pilnować, by za bardzo nie odpłynąć): Rzym, który oglądaliśmy po raz drugi – bardzo, bardzo nas wciągnął! Dawkowaliśmy go sobie po troszku, bo są tylko dwa sezony, a chcieliśmy, by starczył nam na długo.

W przerwach od Rzymu graliśmy w Diablo III (to jest temat na zupełnie oddzielny, dłuuuugi wpis), próbując pokonać nasze wcześniejsze wyczyny. Odkąd pamiętam, Małgosia zawsze jest Barbarzyńcą, a ja zawsze Amazonką. Małgosia prze do przodu niczym czołg, bijąc wrogów czymś twardym po głowach, a ja, taktycznie schowany za jej plecami, spokojnie i celnie eliminuję jedną „przeszkodę” po drugiej. Zastanawiające, że IRL, czyli w „normalnym” życiu zachowujemy się kompletnie inaczej! Ech, człowiek zawsze pragnie tego, czego nie może mieć 😉

Ale „rzymskie” zdjęcia mieć mogliśmy i takie właśnie postanowiliśmy zrobić. Małgosia zamyśliła sobie taki rzymsko / egipski makijaż: bardzo wyraźne, żółte powieki i chwilę musiała pomyśleć, jak osiągnąć odpowiedni efekt. W końcu użyła żółtej farby plakatowej, którą kupiliśmy specjalnie do tego celu; nigdzie nie mogliśmy dostać farb do malowania ciała, więc poszliśmy po najmniejszej linii oporu. Jak wiecie z poprzedniego zdjęcia, z moim portretem stworzonym na potrzeby akcji Nikona #CreateYourLight, wydatek 3,8 zł zwrócił nam się z nawiązką 😉

Rembrandt Light

czyli jak stworzyć oświetlenie rembrandtowskie w domowym studio

Wiedziałem, że klimat na jakim mi zależy, stworzę klasycznym, rembrandtowskim oświetleniem, dlatego budowanie setupu oświetleniowego rozpocząłem od ustawienia światła głównego.

Światło „rembrandtowskie” w tym przypadku to bardzo miękkie światło boczne, padające od góry, pod dosyć ostrym kątem w dół; ot, takie ogromne, wysokie okna lub świetliki między dachówkami poddasza. Oczywiście, można je zasymulować w każdym miejscu, umiejętnie dobierając lampę błyskową oraz modyfikator.

Mam bardzo mało miejsca w pokoju, dlatego zamiast swojego ulubionego, głębokiego softboksa parabolicznego Quadralite Hexadecagon 90, musiałem użyć płytkiego modyfikatora. Phottix Raja 105 z podwójną warstwą dyfuzorów i gridem sprawdził się w tej roli doskonale; dzięki płytkiej konstrukcji zmieścił się w naszym domowym studio, a dodatkowo założony grid zapobiegał rozlewowi światła.

W roli kontry (hair light lub kicker light), podkreślającej włosy i „odcinającej” modelkę od tła, użyłem spedlite Quadralite Stroboss V1 (głównie dlatego, że mam komplet akcesoriów do okrągłej głowicy Reportera 200 TTL, a te idealnie pasują na okrągłą głowicę Stroboss V1). Na tą lapę założyłem filtr 1/2 CTO (by podkreślić gorący, duszny klimat starożytnego Rzymu), grid oraz wrota – nie chciałem świecić dookoła, a tylko w konkretnie wybrane miejsca.

Przez chwilę eksperymentowałem ze światłem tła (background light), ale szybko okazało się ono niepotrzebne; światło główne oraz kontra rozlewały się w moim ciasnym, domowym studio na tyle, że wystarczająco wydobywały z mroku tło, które ustawiłem za Małgonetą.

Wracając na chwilę do światła głównego, początkowo myślałem o użyciu mojej ulubionej lampy, Quadralite Atlas 400 PRO TTL, ale błyskawicznie zweryfikowałem plany. Podczas zdjęć, by stworzyć i wczuć się w klimat sesji, przygaszam światło w pokoju; w efekcie buduję nastrój, ale tracę kolor w oczach modelki, gdyż jej źrenice, akomodując się do półmroku, powiększają się a kolorowa tęczówka maleje. Zawsze nad tym boleję i dlatego szukam sposobu, by temu zaradzić.

Dlatego światłem głównym był Quadralite Reporter 200 TTL z okrągłą głowicą i kopułką rozpraszającą, a Atlasa 400 PRO TTL na oddzielnym statywie ustawiłem , nałożyłem na niego spot SN-5000 i zaświeciłem Małgosi w oczy mocnym pilotem. Gobo, które założyłem do mojego rzutnika, stworzyło dodatkowy efekt na tle, ale ten jest na tyle subtelny, że pewnie przeszedłby niezauważony, gdybym o nim tutaj nie wspomniał.

Kolor i jego harmonia

Czyli o tym, jak dobierać kolory na zdjęciach

W tej kwestii są różne szkoły, ale ja lubię i chcę, by na moich zdjęciach kolor powstawał już w trakcie sesji, a retusz był tylko dodatkiem. Nie ma nic fajniejszego, niż dobrze wyglądające zdjęcie pojawiające się na monitorze w trakcie sesji. Wtedy zarówno modelka, jak i ja bardzo pozytywnie się nakręcamy do dalszej pracy; pracuje się przyjemniej a kolejne efekty są coraz lepsze.

Małgosia miała przygotowaną konkretną stylizację: piaskowo żółte, skórkowe wdzianko i jadowicie żółte powieki. Do tego dodajmy oranże karnacji i mamy gotowe centrum, wokół którego mogę budować harmonię koloru. Zacząłem od tła; na dwóch lekkich statywach z poprzeczką zawiesiłem fotograficzny backdrop od Fripers.pl, a był to numer 004 z kolekcji Freepower PRINT; zarówno jego kolor jak i faktura doskonale wpisywały się w naszą „starożytną” stylizację.

Przepatrzyliśmy domowe zakamarki w poszukiwaniu innych „plemiennych” artefaktów i znieśliśmy do naszego studia jeszcze kilka drobiazgów: sękaty, powykrzywiany kawałek naturalnego drewna oraz żółte, ususzone kwiaty. Jak widzicie, cały czas poruszamy się w obrębie jednej grupy kolorów: żółcienie, brązy, oranże.

Gdy wszystkie kolory na zdjęciu należą do jednej rodziny, znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie na kole kolorów – mówimy o harmonii analogicznej, przez pokrewieństwo (analogous harmony).

Kolory leżące obok siebie na kole kolorów – harmonia analogowa
Kolory leżące obok siebie na kole kolorów – harmonia analogowa

Zrobiliśmy kilka prób, jeszcze zanim Małgosia zdjęła folię, którą przytrzymywała loczki nawinięte na słomki i choć rezultaty były …interesujące, nie było to to, czego oczekiwaliśmy. Zamiast cudować z wyglądaniem dziko zza korzenia, postawiliśmy na prostotę.

Wyniosłem wszystkie zbędne akcesoria, na środku pokoju postawiłem zaś ogromne pudło z 70 cm beautydishem i przykryłem je innym, naturalnym tłem od Fripers.pl (no.008 PRINT). Małgoneta siedząc za nim wyglądała niczym starożytna kapłanka, albo rzymska domina i jedyna rzecz, której mi brakowało, to był kielich. Mamy trzy sztuki (kiedyś było ich sześć…) pięknych, ogromnych kielichów: głęboko wiśniowy, lekko różowy i blado zielony. Każdy by się nadawał, ale postawiłem ten mój, najciemniejszy, nazwijmy go czerwonym.

Jeśli uznamy, że głównym kolorem na zdjęciu jest żółty, czerwień jest już dosyć odległa i leży u jednej z podstaw trójkąta: żółty, czerwony, niebieski. Takie zestawienie to klasyka harmonii koloru: triada. Szkolny przykład, ale mam wrażenie, że i dzisiaj popularny; natychmiast przychodzi mi do głowy strój Supermana:

Mimo wszystko jeden czerwony kielich na tle żółci, brązów i oranży triady nie czyni a staje się tylko kolorystycznym akcentem i wiedziałem, że będzie dobrze wyglądał. A skoro mamy już improwizowany ołtarz, mamy na nim czerwony kielich, do kompletu brakowało tylko jednej rzeczy: „100 lat samotności” Gabriela Garcii Márqueza w skórkowej, wiśniowej oprawie. Ta książka wiele dla Małgosi znaczy, a takie propsy zawsze podnoszą morale na sesji. Scena była gotowa.

Ćwiczenie praktyczne z harmonii kolorów

W trakcie sesji rzuciłem hasło, że gdyby ostał nam się kielich w kolorze indygo, byłby perfekcyjnym kolorem przeciwstawnym i Małgosia zapytała, czy mogę potem zmienić kolor kielicha i jej to pokazać – bo może będzie lepiej?

Warstwa korekcyjna Hue / Saturation

Gdy retuszowałem zdjęcia przypomniałem sobie o tym, szybciutko stworzyłem maskę dla samego kielicha i za pomocą warstwy korekcyjnej Hue/Saturation w Photoshopie zmieniłem mu kolor na niebieski. Pokazałem to Małgosi, ona uznała temat za bardzo interesujący, dlatego teraz chciałem podzielić się tym przykładem z Wami. Załączam plik *.psd z warstwami (6Mb) do samodzielnego eksperymentowania (link na dole wpisu).

Wystarczy otworzyć ten obrazek w Photoshopie, kliknąć w ikonkę warstwy Hue/Saturaton (czerwona strzałka 1) a potem można zmieniać kolor suwaczkiem (strzałka 2). Takie ćwiczenie pozwala płynnie zmieniać kolor kielicha i „na czuja” – lub, by było bardziej artystycznie i elokwentnie – patrząc sercem wybrać kolor, który mówi do nas najmocniej.

Narzędzie Adobe Color Themes

Drugie ćwiczenie, które proponuję, jest bardziej matematyczne i sformalizowane. Z jednej strony może wydawać się podejściem sztucznym i sztywnym, ale jeśli ktoś nie czuje się jeszcze na siłach, by kolor dobierać samodzielnie, jest to doskonały punkt wyjścia. Ustawimy kolor kielicha precyzyjnie w harmonii przeciwstawnej korzystając z pomocy narzędzia Adobe Color Themes.

By pojawił się ten panel, wybierzcie z menu Photoshopa: Window > Extensions > Adobe Color Themes.

Przyznam, że posługiwanie się tym panelem nie należy do najbardziej intuicyjnych, szkoda. Ale popatrzcie na jakieś tutoriale i wszystko powinno okazać się proste.

W skrócie: to narzędzie pozwala nam ustawić kolor wiodący i do tego koloru zaproponuje kolory w licznych harmoniach kolorystycznych (ikonka Color Rule). Ja zostałem przy kolorach przeciwstawnych, czyli Complementary. (I to faktycznie będzie kolor komplementarny, matematycznie wyliczone dopełnienie do koloru podstawowego.)

Na zdjęciu mam dwie barwy które mogą stanowić kolor wiodący: żółcie tuniki oraz brązy tła. Jeśli ustawimy żółty (klikając pipetką gdzieś w jasnej okolicy tuniki) jako kolor wiodący, Photoshop automatycznie zaproponuje nam dokładny kolor dopełniający, i w zależności od tego, w które miejsce żółtej tuniki kliknęliście pipetką, będzie to jakiś odcień niebieskiego. Paleta Adobe Color Themes pozwala dwoma kliknięciami ustawić ten przeciwstawny kolor jako „Set Background Color” a potem wystarczy stworzyć warstwę typu „Solid Color” z maską na naszym kielichu, przestawić jej tryb mieszania na „Color” i gotowe.

Harmonia komplementarna między tuniką a kielichem (żółty - niebieski)
Harmonia komplementarna między tuniką a kielichem (żółty – niebieski)

Mamy zdjęcie z żółtą tuniką i niebieskim kielichem – zauważcie, jak mocny jest to kontrast! Trudno wręcz skupić uwagę na twarzy modelki, bo nasze oko będzie stale, bardzo mocno ciągnęło do niebieskiego kielicha. To nie jest ani dobre, ani złe – ale mając tą świadomość, można wykorzystać ten fakt, by na przykład przyciągnąć uwagę do jakiegoś artefaktu lub obszaru na zdjęciu.

W drugim przypadku, gdy jako kolor dominujący ustawimy brązy tła, kolorem komplementarnym będzie jakiś odcień morskiej zieleni. Ta harmonia i ten kontrast jest znacznie spokojniejszy i można bez problemu patrzeć na twarz modelki.

Harmonia komplementarna między tłem a kielichem (brązy - morskie zielenie)
Harmonia komplementarna między tłem a kielichem (brązy – morskie zielenie)

Ja zostawiłem czerwony kielich w swojej oryginalnej barwie, z dwóch powodów: lubię go bardzo i dwa, świetnie pasuje do okładki książki, która leży obok niego. W tych bardziej kontrastowych przypadkach książka praktycznie znika z naszego pola widzenia, prawda?

Harmonia przez podobieństwo i rzeczywiste kolory na zdjęciu.
Harmonia przez podobieństwo i rzeczywiste kolory na zdjęciu.

Zachęcam Was do eksperymentowania z kolorem i jego harmoniami, przyglądania się i dumania – jak i do czego można wykorzystać kontrasty kolorystyczne.

By zakończyć temat koloru na zdjęciach, zwłaszcza takich z kilku różnych aparatów, wspomnę o wzorniku X-Rite Color Checker Passport 2; profile wygenerowane z jego pomocą nie sprawią, że zdjęcia będą wyglądały identycznie, ale bardzo, bardzo ułatwiają to zadanie. Fota z Color Checkerem w każdym setupie oświetleniowym jest obowiązkowa; kiedyś była to dla mnie kolejna rzecz, o której musiałem pamiętać, teraz jest dla nas sympatycznym przerywnikiem podczas sesji:

Obligatoryjna fota z X-Rite Color Checker Passport 2
Obligatoryjna fota z X-Rite Color Checker Passport 2

Fotografowanie

Sony α7 III i Quadralite Stroboss V1
Sony α7 III i Quadralite Stroboss V1

To była pierwsza sesja, na której użyłem aparatu Sony α7 III; pożyczyłem od Mateusza trzy dni wcześniej zestaw body plus kilka obiektywów i teraz miałem okazję przetestować aparat w akcji oraz porównać go bezpośrednio ze sprzętem, który już znałem:

  • Nikon D7100 z obiektywem 50 mm 1.8 G
  • Olympus E-M1 Mark III z M.Zuiko Digital 45 mm 1.2 PRO
  • Sony α7 III z obiektywem FE 85 mm 1.8

Zdjęcia w głównej galerii pochodzą z tych trzech aparatów, jeśli macie ochotę, możecie poszukać i pokusić się w zgadywanie: które zdjęcie z którego aparatu.

Nikon D7100, który zaczyna ze mną swój czwarty rok, jest sprawdzonym w boju narzędziem. Zrobiłem nim mnóstwo fajnych zdjęć, wiele z nich pokazuję w swoim portfolio. Nie mam żadnych zastrzeżeń do obrazka z tego aparatu, jednak, jako lustrzanka nie dotrzymuje tempa nowoczesnym konstrukcjom bez lustra. Celowo piszę o tempie a nie o kroku – bo zdjęcia nadal robi fajne, tylko bezlusterkowce robią je szybciej i sprawniej.

A Sony α7 III? Uchwyt mógłby być głębszy, czuję go w dłoni i muszę myśleć, by go nie upuścić. Po założeniu dodatkowego gripa jest znacznie lepiej, tylko aparat zrobił się duży. Stanowczo miałem zbyt mało czasu na dokładne poznanie się z tym systemem, kilka opcji podobało mi się średnio a kilka opcji działało …dziwnie (czytaj: inaczej, niż w Nikonie).

Zebra na aparacie Sony α7 III
Zebra na aparacie Sony α7 III

Gdybym miał o nim powiedzieć jedno słowo, byłoby to: nierówny. Wszechstronny aparat z mnóstwem opcji, choć nie zawsze z tymi, których akurat ja potrzebuję.

O Olympusie nie będę wiele pisał, bo znów będzie, że mi zapłacili; korpus E-M1 ma najlepszą* ergonomię ze wszystkich aparatów, jakie miałem okazję trzymać w rękach. Szybki, pewny, celny, a z obiektywem 45 mm 1.2 PRO stanowi mój absolutnie ulubiony zestaw portretowy.

(*No, może znalazłby się aparat, który w ręku leży lepiej niż E-M1 Mark III – to E-M1 X; puszka w stylu flagowców Nikona czy Canona, z wbudowanym, perfekcyjnie symetrycznym gripem. Miałem go w ręku tylko przez parę dni, ale zrobiłem nim dwie sesje i ta puszka jest po prostu fenomenalna!)

Podsumowanie i linki

Czy czuję różnicę w fotografowaniu tymi aparatami? Oczywiście; w ergonomii, szybkości pracy i w celności AF.

A czy zdjęcia, wychodzące z trzech różnych zestawów są różne? Pewnie! Te trzy matryce mają podobną ilość Mpx, więc rozmiarowo są prawie takie same; te różnice bardziej widać w kolorze ale gównie w szybkości zanikania głębi ostrości i w efekcie bardziej lub mniej rozmytym tle. Nad kolorem pracuję zawsze i gdybym miał aparat Sony na dłużej, wypracowałbym sobie kolorystyczny workflow tak samo, jak zrobiłem to wcześniej z Olympusem i kolor na wszystkich moich fotografiach znów byłby praktycznie taki sam. A rozmycie, czy ma dla mnie aż takie znaczenie? Popatrzcie po moich zdjęciach – teraz, gdy już wiecie, czego szukać, jestem pewien, że dostrzeżecie różnicę w rysunku i szczegółach tła. Czy te różnice sprawiają, że zdjęcia mówią inaczej? Moim zdaniem – nie.

Dobierajcie sprzęt do zadania, jakie przed nim stawiacie! Gdy fotografuję na specjalnie przygotowanym tle, większa głębia ostrości mi w ogóle nie przeszkadza. Gdybym jednak musiał fotografować w plenerach, zwłaszcza tych mało fotogenicznych, jak parkingi czy ogólnie nieładna przestrzeń miejska, wybrałbym sprzęt, który pozwoli ukryć miejsce rozmyciem tła przez małą głębię ostrości.

Lista sprzętu użytego podczas sesji

Aparat i obiektywy

Aparat Nikon D7100
Obiektyw Nikkor 50 mm F/1:1.8G
Aparat Olympus OM-D E-M1 Mark III
Obiektyw M.Zuiko Digital ED 45 mm f/1.2 PRO
Aparat Sony α7 III
Obiektyw Sony FE 85 mm 1.8

Lampy błyskowe i modyfikatory

Lampa błyskowa Quadralite Atlas 400 Pro TTL
Lampa błyskowa Quadralite Reporter 200 TTL
Reporterska lampa błyskowa Quadralite Stroboss V1
Modyfikator: Wrota i grid do okrągłej głowicy (do Reportera 200 TTL oraz Stroboss V1)
Modyfikator: Szybko składany softboks Phottix Raja 105

Statywy i akcesoria

Statyw Quadralite Air 275
Lekki statyw Verso 200 CF
Stołeczek BEKVÄM z Ikea
Wzornik koloru X-Rite Color Checker Passport 2
Mini Atelier, czyli zestaw dwóch statywów i poprzeczka (którą ja wymieniłem na teleskopową)
Tło tekstylne Frepower PRINT 011 – w tej chwili Fripers ma ich 17 wzorów!

Przykład do ćwiczeń nad harmonią kolorystyczną: Margot.psd
Przykład harmonii kolorystycznej Supermana z artykułu: Why Hulk Wear Purple Pants.

Bardzo dziękuję za pomoc w przeprowadzeniu sesji: Fripers.pl za udostępnienie teł do testów, MateuszowiOlympus Polska za użyczenie mi aparatu z obiektywami, Quadralite za światło, które buduje klimat na moich zdjęciach oraz X-Rite Photo Poland za pomoc w utrzymaniu konsystencji w kolorze!

Leave a Reply