logo

Graffiti i zamrożenie ruchu błyskiem

Zamiast wstępu
Wczesne lata '50 ubiegłego stulecia, pani w szkole pyta dzieci, z czym kojarzy się herbata Oolong. Zgłasza się Jasio, podnosi się i mówi, że z Józefem Stalinem. Ależ Jasiu - wykrzykuje przestraszona uczycielka. - Skąd ci w ogóle takie rzeczy przychodzą do głowy?! - Bo moja babcia - odpowiada rezolutne dzieciątko - gdy widzi go w telewizji, to zawsze spluwa i pyta "gdzie to się taki ulung". Kurtyna.

O pochodzeniu pomysłów

Przytoczony żart, dzisiaj nie wydający się nawet bardzo śmieszny, swego czasu mógł kosztować zdrowie. Ciekawy jestem jego etymologii, kiedy i kto wpadł na ten pomysł, ale stawiam na lata '70 może nawet '80. W latach '50 władza traktowała tego typu żarty śmiertelnie poważnie :/

A piszę o tym tak szeroko, bo szukam pretekstu do opowieści z naszej sesji - skąd pomysł, miejsce i model. Nie wiem, jak ładnie zacząć, dlatego - po kolei ;)

Graffiti, które jest cichym bohaterem tej sesji, mijamy codziennie w drodze do klubu K1 Fighting Center. Czasami patrzymy, co nowego wysprayowali młodzi artyści, czasami widzimy ich przy pracy; wszystko na legalu, za zgodą administracji. Cały ciąg zatunelowanych garaży jest pomalowany z każdej strony, prócz kilku drzwi garażowych, których właściciele nie wyrazili zgody na pomalowanie.

Naszym zdaniem, zdecydowanie lepiej wyglądają obrazy namalowane przez chłopaków z talentem, niż szybki napis - R.K.S. HUWDU, do utraty tchu! - tryśnięty przez chłopka ze strachem przed policją.

I wracając do opowieści: nawet wyjątkowo atrakcyjne fotograficznie miejsce powszednieje, gdy potykać się o nie codziennie. Potrzeba dodatkowego impulsu, by znów dostrzec potencjał drzemiący na lokacji. Bodźcem był dla mnie Olympus E-M1 mk2, który akurat dostałem do realizacji zupełnie innego projektu; mając w ręku tak szybkostrzelne cacko, korciło mnie, by go wypróbować w fotografii, której nie robię codziennie. Zeszłej jesieni na tle tego graffiti fotografowałem motocyklistów w kolorowym dymie, dlatego teraz szukałem czegoś innego. Szybkostrzelny aparat, to znaczy zamrażanie ruchu. Zamrażanie ruchu, to znaczy chlapanie wodą. A jeśli chlapanie wodą, to znaczy, że krótki czas błysku. Ot, i pomysł się ulung!

Wybrałem konkretne miejsce - wiedziałem, że będę chciał fotografować w dzień, dlatego szukałem miejsca w głębi tunelu, bez prześwitów i światła słonecznego. Wypatrzyłem trzy takie miejscówki, zrobiłem próbne zdjęcia i razem z Małgonetą wybraliśmy to graffiti, które wydało się najodpowiedniejsze.

Na tak charakterystycznym i mocnym tle trzeba postawić kogoś, kto na nim nie zginie, kogoś, kto wyjdzie na pierwszy plan. Tutaj szybka decyzja - Janek będzie idealny! Do rozwiązania został nam tylko problem z chlapaniem.

Swego czasu robiliśmy próby z wodą z ręcznego rozpylacza - efekty wyszły bardzo fajne, ale zasięg takiego rozprysku był bardzo mały. A Małgosia wymyśliła sobie modela z szeroko rozłożonymi rękami, który chłonie wodę lecącą na niego z góry. Na miejscu nie było kranu z wodą, więc ogrodowy szlauf odpadał - to może szprycka do zraszania roślin? Zrobiłem szybką notatkę na Fejsie i zaraz napisała do mnie znajoma; ma dwa takie 5 litrowe baniaki z pompką i szprycką, używają tego jako prysznica dla dzieci po zabawie na działce. Pożyczyłem jeden taki baniaczek od Basi i szybko przetestowałem w łazience. Tryska i pryska, będzie dobrze!

Pomijając wszystkie techniczne aspekty mojej fotografii, zawsze próbuję przemycić na zdjęciach coś jeszcze. Tym razem musiałem konkurować z bardzo atrakcyjnym tłem i kropelkami wody, dlatego nie bawiłem się w subtelności. Co może wydawać się atrakcyjne na tyle, by miało szansę zyskać sympatię widzów podczas live na IG? Malowanie modela po gołym torsie! Janek jest zodiakalną wagą i choć nie jest to znak wodny i nie miałem pewności, czy zlepi mi się to z klimatem, przygotowałem szablon ze znakiem wagi, przyrządziłem czernidło (takie samo, którego użyłem w moim Autoportrecie na siłowni {link na dole}) i dopiero wtedy poczułem się gotowy do sesji. Ustaliliśmy termin z Jankiem i Mateuszem i pewnym poniedziałkowym popołudniem zjawiliśmy się na miejscu.

Jak oświetlić kropelki wody

By zamrozić w ruchu krople wody lecące pod ciśnieniem z wąskiej szprycki, nie wystarczy ustawić aparatu na czas 1/500 czy nawet 1/4000 sekundy. Zresztą, przy takim czasie, nie udałoby się w tamtym miejscu sfotografować kompletnie nic - przy czasie migawki równej 1/250 sekundy otrzymałem praktycznie czarne zdjęcie. Jak zatem zabrać się za fotografowanie kropel wody tak, by uzyskać zamrożone w ruchu kropelki oraz wyraźnie widoczne tło i modela na pierwszym planie? Rzecz jasna - należy użyć lamp błyskowych!

Wszystkie lampy błyskowe mają krótki czas błysku - żarówka błyskowa robi "puch" i trwa to naprawdę moment. Ale jest krótko i "krótko"; a nowoczesne lampy błyskowe mają czasy błysku naprawdę bardzo krótkie. Reporter 200 TTL od Quadralite przy minimalnej mocy błyska z czasem T.1 równym 1/13333 sekundy. Jedna trzynastotysięczna część sekundy! Dodatkowe info dla geeków zostawię na samym dole wpisu, a tymczasem przyjmijmy, że błysk lampy trwa znacznie krócej, niż najkrótszy nawet czas kłapnięcia migawki aparatu - no i mamy przy okazji mnóstwo światła :)

Dlatego, jeśli ustawimy ekspozycję naszego aparatu tak, by w ogóle nie rejestrował światła zastanego - co zrobiłem na samym początku sesji, to jest to "czarne" zdjęcie - i błyśniemy lampą błyskową, matryca aparatu zarejestruje tylko to, co zobaczy w czasie trwania błysku; żadne światło zastane się nie zarejestruje - tylko błysk. A jedna trzynastotysięczna część sekundy wydaje się przyzwoicie krótkim czasem, by zamrozić i sfotografować kropelkę wody, prawda?

Budujemy setup oświetleniowy

Przy innych okazjach mówiłem, że podświetlony dym świeci, to samo jest z wodą; najfajniejsze rezultaty w fotografowaniu kropli wody osiągniemy, gdy podświetlimy je od tyłu w kierunku obiektywu. Dlatego właśnie ustawiłem dwie lampy w miarę symetrycznie za plecami naszego modela, z gołymi palnikami (plus kolorowa folia, by stworzyć dodatkowy klimat).

Trzecią lampę błyskową postawiłem na malutkim statywie, bezpośrednio za Jankiem. To również był Reporter 200 TTL, ale na tego zamocowałem wrota, by ograniczyć rozlew światła na boki - chciałem nim podświetlić tylko grafitti za plecami modela. To graffiti wybraliśmy nieprzypadkowo; podczas zwiadu na lokacji wyobraziłem sobie, że zewnętrzne fragmenty rysunku będą wyglądały jak skrzydła. Taki trochę Supernaturalny klimat ;)

Planowałem pryskać wodą, dlatego tą trzecią lamę zabezpieczyłem szczelnym woreczkiem foliowym. Niby stała prawie 2 metry od linii wody, ale wiecie, strzeżonego...

By można było zobaczyć twarz Janka, jego muskulaturę i dodatkowy element ezoteryczny w postaci wymalowanego przeze mnie znaku zodiaku na jego piersi, od czoła postawiłem duży statyw, na nim założyłem lampę Quadralite Atlas 400 PRO i Hexadecagon 90 z wewnętrznym dyfuzorem i gridem. Statyw obciążyłem dwoma odważnikami - nie wiało zbyt silnie, ale co innego na solidnym statywie stawiać kompaktowego Reportera 200, a co innego ogromny modyfikator.

Duży modyfikator na statywie w otwartym plenerze, działa jak żagiel w małej łódeczce - byle silniejszy wiaterek i zawartość portfela płynie w siną dal.

Pamiętajcie o tym i nigdy nie wybierajcie się na taką robotę bez stosownego obciążenia, a najlepiej bierzcie asystenta.

Finalny setup oświetleniowy wyglądał tak:

    1. Jeden Reporter 200 TTL stojący nisko na ziemi, za plecami, modela błyska w grafitti na drzwiach garażu. Ten Reporter miał założone wrota i był zabezpieczony workiem foliowym (ale tak, by głowica miała jak oddychać i mogła się chłodzić; lampa przy błyskaniu się grzeje).
    2. Dwa Reportery 200 TTL symetrycznie po lewej i prawej stronie, prawie 2 metry za plecami modela świecą "kontrą" po ramionach Janka, prawie w mój obiektyw. Na gołe palniki fresnela założyłem niebiesko cyjanowe folie.
    3. Czwarta lampa, Atlas 400 PRO TTL świeci przez głęboki modyfikator z gridem w twarz modela.

light setup diagram, czyli schemat układu lamp błyskowych na planie zdjęciowym

Wszystkie Reportery były ustawione na minimalną moc, czyli 1/128, Atlas 400 PRO również, tyle, że ta lampa potrafi zejść do 1/256 (ale ma 400Ws mocy w stosunku do 200Ws Reporterów, więc w sumie na to samo wychodzi).

Pryskamy wodą i robimy zdjęcia

W zamierzeniu, wpis ten ma nieść wartość edukacyjną (czytaj: uczcie się na moim błędach), dlatego od razu napiszę: zdjęcie, które zamiarowałem zrobić (a które było pomysłem Małgonety) nie wyszło. Gdy Janek wczuł już się w rolę i rozłożył ręce, wyglądał zjawiskowo! Ale strumień z naszej sikawki był za słaby, za wąski, kropelki były za małe, słowem - to nie było to, co chciałem osiągnąć. Następnym razem od razu wezmę dwie takie polewaczki, albo spróbuję skonstruować "deszczownicę"; mam już pomysł i plan, więc kto wie. A tymczasem - zrobiliśmy wąskie kadry, Instagramowe, tutaj stężenie kropelek było wystarczające, choć ich rozmiar nadal był "dziewczęcy". Taki spryskiwacz w kwiecistym plenerze, z dziewczyną zmysłowo pozującą w trakcie "deszczu" - tak tylko podpowiadam ;)

Fotografowałem Olympusem OMD E-M1 mk2 z obiektywem M.Zuiko Digital ED 12-40mm F2.8 PRO. Użyłem obiektywu typu zoom zamiast wymyślnej stałki, gdyż pozwalał mi na swobodę fotografowania w ciasnym przejściu. Wszystkie finalne zdjęcia: ISO 200, 1/250 sek f/2.8

Ustawiłem aparat na najwolniejsze zdjęcia seryjne (8 klatek na sekundę) i wprowadziłem ograniczenie 10 klatek - wiedziałem, że moje lampy mogą błyskać dłużej, ale nie robiliśmy nic takiego, by było to konieczne. Można dyskutować o wyższości pełnoklatkowych korpusów i wielkich obiektywów w sesjach portretowych, ale gdy przychodzi do szybkostrzelności... Maleńka matryca z szybkim procesorem, czyli błyskawiczne sczytywanie danych, bardzo duży bufor i migawka mechaniczna potrafiąca 15 fps! Ten aparat zachowuje się wtedy jak małe zwierzątko, któremu bije z przejęcia gorące serduszko. Bardzo dziwne i ...upajające wrażenie, coś jak jazda sportowym samochodem; wszystko drga i huczy, ale frajda jaka! Tak mniej więcej wygląda fotografowanie E-M1 mk2 w trybie zdjęć seryjnych.

Kto miał okazję być z nami na IG live, widział, jak to wyglądało: wszyscy gotowi, kadrujemy. Uwaga! Akcja! Małgoneta psiukała strumieniem wody za Jankiem, przed Jankiem i trochę po Janku. Starała się uważać, by nie moczyć go za bardzo, ale zmoczony Janek nabrał błysku i odpowiedniego rysu. Pogoda nam się zepsuła, ochłodziło się i spadł deszcz. Niby byliśmy pod dachem, ale wszyscy trochę marzliśmy, jednak robiliśmy zdjęcia, dopóki nie skończyły się nam pomysły.

Od pewnego czasu biorę sobie do serca słowa Joe Eldemana (wiem, że ostatnio często o nim mówię, ale facet ma ogromne doświadczenie i mądrze gada): nie kończ sesji na zaplanowanym ujęciu. Spróbuj z lewej, spróbuj z prawej. Spróbuj z góry i od dołu. Pracuj nad ujęciem i pamiętaj, że najlepsze zdjęcie to może być to, które zrobisz za chwilę. Dlatego, choć miałem wcześniej dokładnie zaplanowany i rozrysowany setup oświetleniowy i wiedziałem, gdzie światło będzie najlepsze - chodziłem dookoła modela. Lubię, gdy światło błyskowe wpada mi w obiektyw, dwie lampy skierowane prosto we mnie ułatwiały mi zadanie. Portret w stylu Khala Drogo, zdjęcie które podoba mi się chyba najbardziej, powstał właśnie podczas takiej pracy nad kadrem, to nie było planowane ujęcie. Ale gdy światło jest już ustawione, sesja jest w toku, model, fotograf i cała ekipa się rozgrzeje - patrzy się na światło inaczej, widzi się więcej.

Wydawało mi się, że zrobiłem już wszystko, co w tej sytuacji mogłem, gdy Mateusz usiadł na podłodze z szerokim obiektywem i poprosił, by Janek podskoczył w jego stronę. Trwało to dobrą chwilę, zanim obaj się zgrali w jednym pomyśle, ale efekt był świetny! Tak mi się spodobało, że nie mogłem się doczekać, by zrobić podobne! Musiałem tylko uważać, bo Janek nabierał rozpędu, by wybić się wyżej i potem, tuż po lądowaniu miał tylko dwa kroczki by zejść na bok, a nie wjechać prosto we mnie. To niebieskie zdjęcie na końcu galerii BTS, to właśnie fota po wylądowaniu :)

Nie ma to jak wspólne sesje - jeden drugiemu podsuwa pomysły do realizacji.

Culling and Retouch, czyli przegląd, wybór i retusz fotografii

Robienie zdjęć seriami jest świetne! Aparat żyje w dłoni, człowiek wie, że nie przegapi ważnego momentu i wszystko jest fajne, do momentu, gdy trzeba z masy zdjęć wybrać tych kilka, najlepszych.

Zrobiłem mnóstwo zdjęć, które śmiało mógłbym publikować. Ba, sesję prowadziliśmy w takich warunkach, że nawet bakstejdż często wygląda lepiej, niż niejedna fota na grupach samopomocy fotograficznej. I nie mówię tego, by z kogoś szydzić a samemu się wywyższać, a gdzie tam; z 600 zdjęć które przyniosłem, wybrałem 5 finalnych, to sobie pomyślcie, jak "dobry" jestem ;) Mówię o tym dlatego, by zachęcić Was do starannego przygotowywania sesji, szukania dobrych lokacji, modeli, którzy do tych lokacji pasują i dodatków, które tworzą klimat.

Z karty aparatu importuję zdjęcia do Adobe Lightroom, bo tutaj moduł biblioteki działa znacznie lepiej niż w Capture One Pro; być może dzieje się tak tylko na moim komputerze, ale uruchomienie C1 trwa znacznie dłużej niż Lr a poruszanie się po bibliotece C1 to w ogóle porażka - wiecznie widzę piłeczkę śmierci (pod Windows byłaby to obracająca się Klepsydra. Ciekawe, że makowcy tęczową piłeczkę, odpowiednik windowsowej klepsydry, również przezwali jakoś tak nokturnalnie). Wspominam o tym, by ktoś nie pomyślał, że Lr jest słaby, a C1 najlepszy; niestety, tak nie jest. Każdy z tych programów ma swoje wady i zalety, warto poznać je wszystkie, by potem móc świadomie wybrać i korzystać z tych narzędzi.

Po wybraniu, ogwiazdkowaniu i przydzieleniu ról zdjęciom (żółte: BTS, zielone: wybrane RAW, niebieskie: wyretuszowany TIFF/PSD), zwykle importuję foty do Capture One. Importuję tylko te zdjęcia, które oznaczyłem co najmniej 1 gwiazdką - szkoda czasu na import i budowę podglądów tych zdjęć, których nie oceniłem pozytywnie.

Piszę "zwykle" dlatego, że tym razem wywoływałem RAWy w Lightroom - w jego ostatniej iteracji pojawił się nowy suwaczek, Texture i koniecznie chciałem go wypróbować. Moja opinia po pierwszych wołanych rawach - nie jest to suwaczek działający jakoś spektakularnie, nie to, co Clarity - i może właśnie dlatego będę go częściej stosował ;)

Po wywołaniu RAW, zdjęcia eksportuję do Photoshopa, tam koryguję głównie niedoskonałości skóry, poprawiam źle układające się fragmenty odzieży, usuwam śmieci z podłogi etc. Ale to tutaj moje zdjęcia nabierają oddechu - malowanie światłem, Dodge & Burn na różne sposoby, to moja ulubiona część retuszu! Wyretuszowane zdjęcie zapisują jako *.psd z całym kompletem warstw korygujących (wcześniej był to *.tiff, ale Capture One nauczył się już pracować z plikami Photoshopa) i wracam do Capture One na finalny Color Grading. Tu mała ciekawostka - ciekawy jestem, czy też tak macie: gdy pracuję nad pojedynczym zdjęciem, każde z nich "niesie mnie" w troszkę inną stronę, dlatego często muszę przeglądać je parami, po trzy, lub wszystkie - bo choć każde jest inne, powinny jednak tworzyć spójną serię. Dlatego potem dociągam kolory z jednego patrząc na kolor poprzedniego i odwrotnie. Trwa to chwilę, ale efekt jest tego warty, dlatego zawsze chętnie poświęcam na to czas.

Finalnie ustawione w Capture One Pro foty eksportuję sobie jako maksymalnej jakości *.jpg w przestrzeni AdobeRGB i chowam je w katalogu /FullRess. Otwieram je znowu w Photoshopie, jeśli zachodzi potrzeba - kadruję, następnie zmniejszam do rozmiarów Webowych (pamiętacie o maksymalnych rozmiarach na IG oraz FB?), wyostrzam, maskuję wyostrzenie, odsłaniam okolicę oczu, ust i nosa, zmniejszam krycie warstwy dotąd, aż zdjęcie przestanie wyglądać na przeostrzone i zapisuję pod kątem sieci Web.

Katalog ze zdjęciami na dysku

Tak patrzę na to, co napisałem i to wydaje się skomplikowane, a wcale takie nie jest; może ja po prostu zrobię z tego filmik, by pokazać, jak to wyglada?

I to by było na tyle fotograficznej opowieści, koniecznie zobaczcie profile IG moich dzielnych pomocników: Małgoneta, Janek i MateuszAutoportret na siłowni - moja praca na konkurs w Grupie Fotografów Lubelskich: klik.

Kącik dla fotograficznych Geeków

Dwa zdania o szybkości czasu błysku i różnicy między  t0.5 a t0.1

Mówiąc o czasie błysku i różnicach między całkowitym czasem błysku a czasem połówkowym, nie można obejść się bez wykresu:

Flash Duration Quadralite Reporter 200 TTL
Flash Duration Quadralite Reporter 200 TTL

Oś pozioma "t" to czas, jaki upływa. Oś pionowa "A" to moc, z jaką błyszczy lampa. Przyjrzyjcie się proszę wykresowi - to ta krzywa, która najpierw bardzo gwałtownie rośnie, a potem opada. Ta krzywa ilustruje natężenie z jakim lampa oddaje nam swoje światło: gdy wyzwolimy lampę, następuje bardzo gwałtowne wyładowanie - to właśnie wtedy widzimy i słyszymy "puch" z lampy, to naprawdę kontrolowany wybuch. A zaraz po tym gwałtownym wyładowaniu, moc błysku szybko opada do 20 czy 10% - i choć już prawie niewidoczne, jednak trwa.

Swego czasu sprytni producenci lamp błyskowych wymyślili sobie, że skoro tak naprawdę błysk lampy, który mogą zarejestrować elementy światłoczułe, zamyka się w połowie wykresu (czas t=0,5 zanim krzywa na wykresie opada do 50% [czas równy połowie błysku] ), to po co pisać, ile faktycznie trwa błysk? Rozsądnie, prawda? Ja jak to dobrze wygląda w materiałach reklamowych! Później ktoś uznał, że to nie do końca uczciwe i dzisiaj zdecydowana większość specyfikacji podaje całkowity czas błysku, t=0.1.

Dlatego szukając w instrukcji obsługi swojej lampy błyskowej jej czasu błysku, zwracajcie uwagę na to, czy jest to całkowity czas błysku (t0.1) czy czas połowy błysku (t0.5).

Jak wyświetlić informację o czasie błysku na wyświetlaczu Reportera 200

!Czas trwania błysku pokazywany jest na ekraniku tylko w trybie Manualnym!

Włączamy Reportera 200 i przyciskamy przycisk C.Fn przez 2 sekundy. Gdy pokaże sie menu funkcji specjalnych, kręcimy kółkiem, aż pokaże nam się F6 - wciskamy Set, by włączyć/ wyłączyć funkcję.

Po ustawieniu C.Fn-F6 na pozycję ON na ekranie LCD pojawi się ikona , a czas trwania błysku zostanie podany jako ułamek sekundy (np. 1/13333 dla 1/128 mocy)

 

I na samym końcu, zwyczajowo: lista sprzętu, którego użyłem na tej sesji:

Dodaj swój komentarz