logo

Gorąca sesja i setup na trzy lampy

Zamiast wstępu
Od dawna chciałem na spokojnie przetestować pewien układ świateł błyskowych; taki, który często widzę u moich fotograficznych ulubieńców. Zwykle są to dwa źródła światła: pierwsze, bezpośrednio nad głową modela świecące w dół, miękko opadając na jego włosy i podłogę i drugie, ustawione w pewnej odległości, świecące na całą sylwetkę, rozbijające cienie. W ten sposób często świeci Sue Bryce, Ann Leibowitz czy Chris Knight i mógłbym popisać się tutaj erudycją, wspomnieć o warsztatach Chrisa Knighta jakie ostatnio zaliczyłem, użyć kilku ładnie brzmiących słów i objawić się jako natchniony artysta działający z potrzeby ducha (cytując Kandinskyiego). To nawet mogłoby być zabawne, ale nie chcąc wprowadzać Was w skonfundowanie* napiszę wprost: na moim Instagramie pokazywałem ostatnio dziewczyny, dlatego teraz postanowiłem pokazać faceta.

Pomysł i sesja na trzy setupy

Testowanie setupów oświetleniowych zwykle trwa dłuższą chwilę, a fotograf, zamiast zajmować się modelką, zwykle patrzy w ekranik jak sroka w kość, dlatego do takiej roboty warto wybrać kogoś naprawdę cierpliwego. Ja poprosiłem Pawła, który już wcześniej udowodnił, że potrafi znosić nawet dzikie fanaberie pana fotografa, bo wie, że zawsze coś fajnego się wykluje. Zupełnie na marginesie, to właśnie jest powód, dla którego Paweł nie dostaje ode mnie tzw. "zwykłych" zdjęć - szkoda mi marnować takiego modela na zwykłe zdjęcia ;) Poprosiłem o pomoc Małgonetę oraz Mateusza i gdy zgraliśmy terminy zarezerwowałem salę w K1 Fighting Center i wyruszyliśmy na sesję.

Setup na dwie lampy może wydawać się banalną sprawą, gdy jednak angażuję ludzi do pomocy chcę mieć pewność, że wiem, co i w jakiej kolejności będę robił. Zatem przygotowałem sobie podstawowy plan:

  1. Jedna lampa, duży parasol z dyfuzorem, ustawiony pionowo, ok. 3 m od modela i ok. 45˚ w bok od osi fotograf - model.
  2. Jedna lampa, duży parasol wiszący poziomo, ok. 100 cm nad głową modela.
  3. Dwie lampy: pierwsza nad głową modela, druga z pewnej odległości wypełnia cienie.

We wszystkich przypadkach użyłem jeszcze jednej, trzeciej lampy do oświetlenia tła za modelem - moje tło bez dodatkowego podświetlenia nie wygląda interesująco.

Dwa słowa o sprzęcie - lampy, aparat i obiektyw

Wszystkie lampy błyskowe jakimi się posługiwałem były lampami na baterie; to mobilne/plenerowe rozwiązania od Quadralite. W myśl zasady "najmocniejsza lampa idzie na światło główne", moim głównym światłem był Atlas 400 PRO TTL. Zamknąłem go w wielkim, srebrnym parasolu Space 185 i okryłem dodatkowym dyfuzorem.

Gdy w trzecim układzie przyszło uruchomić dodatkowe światło, w uchwycie s-holder zamocowałem lampę Reporter 200 TTL i założyłem na niego głęboki softboks paraboliczny Hexadecagon 120. Mogłem użyć drugiej parasoli, ale mam tylko jeden parasolkowy dyfuzor, dlatego w komplecie ze srebrnym parasolem z białym dyfuzorem świecił srebrny softboks z dwoma białymi dyfuzorami.

Na tło świeciłem drugim Reporterem 200 TTL, również zatkniętym w uchwyt s-holder z dodatkową czaszą do świecenia na tło - jeśli tylko mam miejsce na ten modyfikator, zawsze chętnie z niego korzystam. Mój reflektor ma białe wnętrze oraz pozwala na zamocowanie na wierzchu dodatkowego dyfuzora - lub kolorowego filtra w arkuszu. Ja użyłem mlecznego arkusza, który znalazłem w pudle, w komplecie do samej czaszy.

Dzięki uprzejmości Pani Eweliny z Olympus Europa mogłem użyć aparatu Olympus OMD E-M1 mk II z obiektywem M.ZUIKO DIGITAL ED 45 mm f/1.2 PRO. Miałem okazję używać takiego zestawu wcześniej i teraz tylko się powtórzę: ten sprzęt jest fenomenalny! Uwielbiam ergonomię tego korpusu, szybkość, z jaką ostrzy ten obiektyw i finalną jakość obrazka.

Dostaję wiele pytań odnośnie aparatów Olympus, pozwólcie, że odpowiem na nie tutaj:

Czy ten zestaw jest lepszy od pełnoklatkowych korpusów z obiektywami "wiodących" producentów?

Nie odważyłbym się powiedzieć czegoś takiego, każdy ma inne wymagania, potrzeby i własny pomysł na fotografię. Może się okazać, że Olympus nie jest dla każdego, ale po ostatnich doświadczeniach z obiektywami Sigma Art - bez wątpienia pięknie rysującymi, ale ogromnymi słoikami i problemami z AF w mojej lustrzance przyznam, że im dłużej korzystam z tego małego cacka, tym bardziej rozumiem i szanuję słowa Joe Eldemana - ten mały aparacik naprawdę pozwala cieszyć się fotografią!

Olympus znakomicie dogaduje się z lampami Quadralite za pomocą dedykowanego nadajnika Navigator X2 MFT (ale w trybie manualnym można na ten aparat założyć jakikolwiek Navigator X, czy od Nikona, czy Canona i też działa), więc błyskanie tym zestawem było płynne i nie sprawiało żadnych niespodzianek.

A sesja była ...gorąca

Od razu rozwieję wątpliwości - to była gorąca sesja, bo na zewnątrz było 35˚C, a biedny Paweł pozował nam w koszuli z długim rękawem i zimowym płaszczu - mówiłem, że potrafi znieść wszelkie moje dziwne pomysły...

Teraz suchar; Paweł pomógł nam się zabrać z całym naszym studyjnym rynsztunkiem i gdy po zapakowaniu auta usiedliśmy, położył dłoń na kluczyku, ale tchnięty naszym wcześniejszym wspólnym doświadczeniem zapytał - aparat zabrałeś? Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i mówię: nawet dwa! Ruszyliśmy, przyjechaliśmy, wyładowaliśmy i rozstawiamy sprzęt. Paweł patrzy czujnym okiem i nagle pyta - a stołeczek? Motyla noga! Zapomniałem stołeczka do pozowania modela :/ Szybki proces myślowy - wiem! Tuż za rogiem jest lombard, przed którym zawsze wystawione są drobne mebelki, głównie stoliki i krzesełka. Pobiegłem do lombardu, wchodzę, grzecznie się witam i mówię, że sesja, gapa, stołeczka zapomniałem i czy mógłbym pożyczyć na dwie godziny któreś z krzesełek stojących na zewnątrz? Miła pani uśmiechnęła się do mnie i pozwoliła wybrać sobie mebelek! Moją uwagę przykuły dwa foteliki, jeden z czerwonym obiciem i drugi, obity oranżowym sztruksem. To właśnie to krzesełko widzicie na zdjęciach, ale coś mi się wydaje, że następnym razem też się "zapomnę" i wypróbuję to czerwone ;)

Oranżowe krzesełko znakomicie wpasowało się w klimat, choć nie obyło się bez pewnych przeszkód; otóż Paweł to jest kawał chłopa i gdy poproszony przeze mnie klapnął w ten fotelik, zapadł się w nim i wyglądał ...mało godnie. Fotelik ten ma bowiem bardzo krótkie nóżki i jest tak skonstruowany, że aż prosi, by się na nim rozłożyć (jak Mateusz na ostatnim zdjęciu). Ale facet rozwalony na foteliku nie wygląda dostojnie, dlatego podstawiłem pod niego steppery, by podnieść go wyżej. Wtedy, siedząc na takim tronie, jedną nogę można swobodnie opuścić, drugą stawia się na podwyższeniu i poza jest znacznie lepsza. Przetestowaliśmy to z Pawłem, ale nie skupiałem się na tym aż tak bardzo i gdy teraz patrzę na pierwsze zdjęcie widzę, że zgrzeszyłem zaniedbaniem :/ Dopiero gdy w ramach luźnej zabawy fotografowaliśmy Mateusza, mieliśmy opanowane tworzywo...

Fotografowałem tetheringiem, to znaczy, że miałem podpięty aparat kablem do komputera i zdjęcia na bieżąco oglądaliśmy na ekranie laptopa. To chyba jedyne rozsądne rozwiązanie, jeśli człowiek chce faktycznie zobaczyć rozkład świateł etc. Tu warto wspomnieć, że ani Lightroom ani Capture One nie wspiera tetheringu z Olympusa, ale ten ma własne, znakomite oprogramowanie do tego, łącznie z płynnym live view, histogramem i wszystkim, czego można potrzebować. I w przeciwieństwie do Adobe® Ligtroom Classic© program Olympusa podczas sesji ani razu nie zerwał połączenia z aparatem ;)

Zdjęcia i wnioski z testów

Przypomnę, że celem naszej sesji nie było stworzenie wyjątkowych fotografii, a tylko studium nad konkretnym układem światła. Jak widać na poniższych zdjęciach, efekty, jakie uzyskaliśmy są "dramatyczne" w sensie teatralnym; jedno światło, zwłaszcza blisko twarzy modela daje bardzo duże kontrasty - highlightsy (jaki jest polski odpowiednik tego słowa, bo "światła" nie są wystarczająco precyzyjne z punktu widzenia rozmowy o fotografii?) choć mocne, gwałtownie zanikają, cienie są bardzo wyraźne i głębokie. To światło jest z pewnością bardzo atrakcyjne, wręcz spektakularne, ale jeśli potrzebujecie foty profilowej na LinkedIn, sugeruję wybrać coś bardziej stonowanego i miękkiego. No chyba, że aplikujecie na stanowisko Cara Rosji ;)

Trzeci układ, czyli pierwsze światło z góry i drugie, boczne, rozbijające cienie jest znacznie bardziej uniwersalne; owszem, cały czas bardzo charakterne w wyrazie, ale bardziej plastyczne. Dwa ostatnie zdjęcia Pawła i wszystkie foty Mateusza są zrobione przy tym samym układzie światła, przy dokładnie tych samych ustawieniach mocy lamp i parametrach aparatu. Niby to samo, a jak inne, prawda?

Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.
Paweł aplikujący na Cara Wielkiej Rosji.

Dla lubiących info z dokładnymi parametrami mocy światła i ustawień aparatu:

  • Wszystkie zdjęcia finalne: OMD E-M1 mk II + M. Zuiko 45 mm f/1.2 przy ISO 200, f/9 i 1/200 sek
  • Światło główne w grupie A - 1/16 mocy Atlas 400 PRO TTL w parasolu z dyfuzorem.
  • Światło wypełniające w grupie B - 1/4 +0,3 Reportera 200 TTL w głębokim softboksie.
  • Światło tła w grupie C - 1/16 Reportera 200 TTL w czaszy z dodatkowym dyfuzorem.
  • Zdjęcia BTS są autorstwa Mateusza i pochodzą z Canona 6D z założonym obiektywem Tamron 24-70.

Retusz

Jeśli tylko nie muszę trzymać się wytycznych otrzymanych od klienta, podczas wołania rawów i retuszu daję się ponieść temu, jak patrzy i "mówi" do mnie model ze zdjęcia. Lubię zdjęcia ciemniejsze i klimatyczne, a "mój" kolor nie jest juz tak gwałtowny, jak jeszcze rok temu. Nad każdym zdjęciem spędzam sporo czasu, najpierw sam muszę być usatysfakcjonowany, dopiero wtedy mogę pokazać zdjęcie dalej.

Podczas tej sesji zadbałem o to, by w każdym układzie światła sfotografować modela z X-Rite Color Checker w ręku. Tworzę oddzielny profil dla każdego z tych setupów i w ten sposób uzyskuję dobry start, solidną podstawię do dalszych eksperymentów kolorystycznych. Jakiś czas temu firma X-Rite wypuściła soft w wersji Beta potrafiący tworzyć profil kolorystyczny czytelny dla Capture One Pro. Wypróbowałem go zaraz po publikacji, skorzystałem z niego i teraz.

Wywołałem pliki RAW z Olympusa w Capture One Pro i wyeksportowałem je do Adobe Photoshop. Tam zastosowałem standardowe techniki retuszu: pędzelkiem korekcyjnym wyrównałem rysy i przetarcia tła (zajmuje mi to mnóstwo czasu - nie kupujcie tanich teł!), niedoskonałości cery, faktury ubrań i ramy fotela. Plamy i poszarpania fotelika zostawiłem celowo, moim zdaniem nadają zdjęciom pewnej zadziorności. Podpatrzyłem ostatnio u jednego z ambasadorów Sony sztuczkę zwiększającą kontrast podczas pracy w trybie separacji częstotliwości i wypróbowałem ją na tych zdjęciach. W procesie retuszu najbardziej lubię "malowanie światłem" - to wręcz układanie światła od nowa, ale tym razem byłem w tym bardzo oszczędny, gdyż światło, jakie miałem na sesji było bardzo charakterystyczne i konkretne. Kto miał okazję zobaczyć w relacji Mateusza pierwszą wersję mojego retuszu, wie, o czym mówię - mój model wyglądał "jak z obrazu" i choć jest to rzecz, której pożądam i aktywnie do niej dążę, pierwsza wersja była zbyt intensywna ;)

Ostatni element retuszu, w tej chwili dla mnie najważniejszy, to Color Grading w Capture One. Każdy liczący się element widoczny na zdjęciu został przeze mnie pokolorowany (to brzmi troszkę infantylnie w naszym pięknym języku); błękity tła, spodni i koszuli zostały sprowadzone do wspólnego, szmaragdowego mianownika. Karnacja została wyrównana i podciągnięta tak, by dobrze grała z tymi szmaragdami. Zmieniałem nawet kolor drewnianej ramy fotela i rzecz jasna, obicia.

beforeafter

Po lewej RAW wywołany w Capture One, po prawej TIFF po retuszu w Photoshopie i Color Gradingu w Capture One.

Podsumowanie i linki

Interesujące dla mnie samego jest patrzeć, jak moja fotografia ewoluuje; wyszedłem od bardzo rozbudowanych scenografii oświetlanych wieloma lampami, często z kolorowymi filtrami, a teraz portretuję na prawie jednolitym, materiałowym gnieciuchu. Gdybym zaczął podręcznikowo, od prostej fotografii na jednolitym tle i szedł w stronę rozbuchanych scenografii, być może byłbym dzisiaj dalej ze swoją fotografią? Być może - ale w fotografii ważna jest też dla mnie droga, nie tylko jej finał :)

Wszyscy robią dzisiaj zdjęcia z jak najmniejszą głębią ostrości, Ci, którzy tego nie robią, zwykle nie mają po prostu do dyspozycji odpowiednio jasnych szkieł. Śmieję się, ale głównie z siebie, bo przecież mnie też ten problem dotyczył. Ostatnio jednak chyba "dorosłem" do większej głębi ostrości i dużych przysłon - stąd moje doświadczenia z Olympusem i sesją przy f/9 - nigdy wcześniej tego nie robiłem. W tej chwili jestem bardzo zadowolony z tego, co udało mi się stworzyć i przypuszczam, że większa głębia ostrości stanie się u mnie standardem. Przynajmniej, dopóki w plenerze rozmyciem płytkiej GO nie trzeba będzie maskować śmietnika za plecami modelki ;)

Koniecznie zobaczcie IG moich przyjaciół: Małgoneta, Paweł i Mateusz.

Sprzęt, którego użyłem na tej sesji:

* Skonfundowany - to wyjątkowo ładne słowo ;)

Komentarze do Gorąca sesja i setup na trzy lampy

  1. Fantastyczny wpis, owinięty w sporą ilość wiedzy przystępnej dla zwykłego zjadacza chleba, jak ja. Super, że tworzysz tutoriale z C1. Czekam na więcej! 😊

    • Rafał, dziękuję Ci za komentarz 🙂 Jeden z moich kolegów, taki swobodnie poruszający się po świecie Youtube mówił mi jakiś czas temu, że powinienem live z retuszem puszczać na swoim kanale: “swoją gębusię pokazujesz w okienku i stremujesz ekran, gdzie retuszujesz. Ludzie lubią takie rzeczy i to się dobrze ogląda.” Wiem, że chłopak zna się na rzeczy, ale na myśl o tym, że przez godzinę będę na live trochę mi cierpnie skóra 😉

Dodaj swój komentarz